Wyzwanie #warkoczkażdegodnia – podsumowanie tygodnia

 

Wyzwanie #warkoczkażdegodnia 

Kochani moi. Wracam po małej przerwie. Zeszły tydzień w całości poświęciłam sobie i swojej rodzinie. Zatrzymałam się, przemyślałam wiele, wypłakałam, co wypłakać potrzebowałam. Była to dla mnie kolejna trudna próba. Ponownie z mojego życia odeszła na zawsze osoba, która była dla mnie kimś ważnym. Tym trudniej mi było ponieważ dzień jej ostatniego pożegnania, przypadł w pierwszą rocznicę śmierci mojej Mamy. W takich chwilach uważam, że trzeba powiedzieć sobie stop. Nawet jeśli kosztem miałoby być coś, na co wcześniej się pracowało. Systematyczność.

 

Jaki jest mój najlepszy sposób na naukę systematyczności? Metoda małych kroczków ( wyzwanie #warkoczkażdegodnia to też takie mini kroczki). Robić coś łatwego, nie zajmującego wiele czasu, a do tego przyjemnego. Najważniejsze aby robić to cyklicznie. Najlepiej codziennie. Takie powtarzanie pewnych czynności wchodzi po prostu w krew, staje się nawykiem. Moje wyzwania, to takie mini kroczki w kierunku wypracowania w sobie regularności. Jednak czasem dzieje się coś, co podpowiada, odpuść, zrób przerwę. Wtedy dobrze jest posłuchać swojej intuicji. Żyć w zgodzie z sobą. Aby później wrócić, mając w zapasie dodatkowe siły.

 

Taka przerwa była mi potrzebna. Potrzebna do tego aby nie uciekać od uczuć. Co zdarza mi się nagminnie. Czasem wręcz czuję się, jak uwięzionia w jakieś klatce. A jak już zaczynam dopuszczać do siebie jakieś emocje, to kończy się to wielkim chaosem w mojej głowie. Trudnością poukładania tego w całość. A często znowu wyparciem uczuć. Co niestety też przytrafiło mi się i podczas tego tygodnia. Wiele lat tworzyłam wokół siebie taką otoczkę. Ta skorupka oddalała mnie od wszystkich moich emocji. Co spowodowało, że praktycznie ich do siebie nie dopuszczałam.

 

Żyłam jak taki robot. Robot, który musi zadowolić każdego wokoło, aby dostać chociaż kapkę akceptacji. Dzisiaj jak o tym myślę to rzygać mi się chce. Rzygać złością, frustracją i rozczarowaniem, które hodowałam u siebie przez wiele lat. Jak pomyślę ile to razy zdarzyło mi się zrobić coś wbrew sobie, to zastanawiam się kiedy robiłam coś, co było zgodne z moim wewnętrznym chceniem. Myślę, że nad zwyczaj rzadko, bo z moimi potrzebami również nie miałam kontaktu. One tkwiły tam mocno, głęboko zakotwiczone w tej twardej skorupce.

 

Kiedy zaczęłam chodzić na terapię to przez bitą godzinę w mojej głowie panował taki chaos, mętlik i mówiąc w prost burdel na kółkach. Nie było możliwości, żeby to cholerstwo poukładać. Czułam się jak zagubione w ciemnym lesie dziecko, co szuka rozpaczliwie swoich rodziców, a widzi tylko ciemność i niekończącą się otchłań. Gubiłam się w moich myślach, w moich słowach. A jedynym uczuciem, do którego miałam dostęp to była bezradność.

 

Dzisiaj już wiem, że nie poradziłabym sobie z tym sama. Ktoś musiał mnie nauczyć sprzątać, ktoś musiał mnie nauczyć patrzeć. Wiem, że długa jeszcze droga przede mną, ale widzę tą ścieżkę i widzę światło. A ten blask to nic innego jak świadomość.

 

To świadomość pomaga mi zobaczyć moje wady, ale również zalety. Wiem co chcę zmienić, wiem co doskonalić. Ten rok w moim życiu to całkiem nowy rozdział. Kiedyś tylko chciałam zmian. Dzisiaj się zmieniam.

 

Prosty przykład. W roku 2006 kupiłam swój pierwszy aparat cyfrowy, poczciwy Fuji S5600. Chciałam robić piękne zdjęcia. A właściwie przez wiele lat tkwiłam w martwym punkcie. Bezmyślnie naciskając spust migawki, mając nadzieję, że z każdym zdjęciem będzie lepiej. Jednak, żeby coś zmienić potrzeba ruszyć głową i pomyśleć. Jak to jednak zrobić jeśli to myślenie jedzie na autopilocie? Chyba włączyć je na tryb manualny. Niby proste, a trudne jak cholera. Po 11 latach mogę stwierdzić dopiero, że jestem w stanie przełączania.

 

Dokładnie z początkiem tego roku, ustaliłam pewnien plan działania i sukcesywnie staram się wypełniać jego podpunkty krok po kroku. Powoli, sytematycznie i z zaangażowaniem. I wiecie co? Widzę efekty. Prawdziwe, namacalne efekty. Moje zdjęcia podobają się innym, ale przede wszystkim podobają się mnie.

 

Spójrzcie jaki progress u mnie nastąpił ;) Aż samej trudno mi w to uwierzyć. Uwierzyć, że jeśli się chce to można!

Tak to zdjęcie robiłam sama. Nie pytajcie nawet jak, bo się umęczyłam maksymalnie :)

 

wyzwanie #warkoczkażdegodnia

 

Wyzwanie oczywiście udało się zrealizować w 100%. Później nastąpił tygodniowa przerwa, ale i tak jestem z siebie naprawdę dumna. W każde zdjęcie, które robię wkładam wiele pracy, poświęcam mu sporo czasu, ale przede wszystkim oddaję dużo serca w jego wykonanie. Przy okazji robię wielki bałagan, który muszę później ogarnąć. Zdjęcia z kazdego wyzwania można oglądać na Instagramie i tylko tam docelowo będą publikowane. Od czasu do czasu będą pojawiać się na Facebooku. Natomiast tutaj na blogu, w podsumowaniach, będziecie mogli ogadać kulisy robienia zdjęć do wyzwań. Z pewnością będzie zabawnie, ponieważ niektóre ze zdjęć to prawdziwe perełki wypełnione spontanicznością.

 

Zanim jednak zobaczycie galerię, mam coś dla was co może się wam spodobać. A mianowicie sposób na darmowe noclegi i przejazdy. Może nie do końca darmowe ponieważ trzeba włożyć odrobinę swojej pracy. Jak to mówią za darmo umarło. Z całą pewnością coś w tym jest. Jednak myślę, że sposób jest fajny i warto z niego korzystać, a chociażby go wypróbować.

 

Już jakiś czas temu przeczytałam u Ani na blogu o darmowych okazjach, jednak ciągle sobie myślałam, że to nie dla mnie, bo nie podróżuję, tylko stale siedzę w domu, bo nie mam czasu, bo coś tam. Tak się złożyło, że kilka sytuacji i decyzji odmieniło sporo w tej kwestii. Być może w niedalekiej, bardzo niedalekiej przyszłości czeka mnie podróż. W związku z tym postanowiłam bliżej przyjrzeć się okazjom, które znalazłam w tamtym wpisie. Pierwszą z nich jest serwis Airbnb, na którym można wynająć całe mieszkanie na nawet jedną dobę i to w cenie hotelowego pokoju. Zarejestrowałam się (za pomocą fejsbuka w kilka sekund) i cieszę się jak dziecko ponieważ jeśli zarejestrujecie się z mojego linku http://www.airbnb.pl/c/patrycjam945, dostaniecie do wykorzystania 100zł na chwilę obecną. Tym bardziej się cieszę, bo jeśli zarejestrowana z mojego polecenia, wyruszy w podróż z Airbnb to ja dostanę 50zł na moje konto. Co jest w tym fajnego? Każdy może sobie zbierać na podróże, dzięki podróżowaniu osób, które zarejestrowały się z naszego polecenia.

Napiszę wam oczywiście o wrażeniach po zakończeniu mojej pierwszej podróży.

 

Jest jeszcze jedna rzecz, która przekonuje mnie bardzo, bardzo na tak. Wynajmujący dostanie pieniądze tylko wtedy, kiedy lokal spełnia zawarte w ofercie informacje, a ty nie zgłosisz problemów. Jeśli byłoby inaczej, co przecież może się zdarzyć, portal zapewnia Ci hotel. Świetna sprawa. 

 

Druga okazja, która dla mnie jest atrakcyjna to przejazdy z Uber, czyli taka taksówka, co dzięki aplikacji widzisz gdzie aktualnie się znajduje. Klikasz w dany punkcik i zamawiasz. Przyjeżdża po Ciebie ładny samochód, bo starych rumpli tam na szczęście nie akceptują. Transakcja realizowana jest bezgotówkowo, co dla mnie jest ogromnie wielkim plusem, bo ja praktycznie nigdy nie mam przy sobie gotówki. No może jakieś dwa złote by się uzbierało przy dobrych wiatrach. Taka bidulka jestem. Ania napisała, że minusem dla niektórych może być podanie numeru z karty kredytowej bądź debetowej, ale tak jak ona uważam, że to czysta wygoda. Za zarejestrowanie z polecenia dostaniecie 15 zł. Radzę się pośpieszyć bo kiedyś było 25 zł więc tendencja jest jednak spadkowa. Od każdej osoby, która zarejestruje się z waszego polecenia i dokona przejazdu też dostaje się bonusy. W ten sposób można nazbierać na kolejne przejazdy.

 

Miałam mały problem, bo nie wiedziałam gdzie wpisać osobę zapraszającą więc wam screena przesyłam. Trzeba kliknąć dodaj kod promocyjny i tam wspisać kod bndewn (nie mogłam zmienić nazwy kodu na szpilkinabetonie).

 

 

Więcej darmowych okazji znajdziecie u Ani we wpisie. A jest ich całkiem sporo.

 

Jeśli dotrwaliście do tego miejsca to jesteście prawdziwymi hardkorami :) Teraz to już naprawdę kończę i zapraszam do obejrzenia zdjęć z wyzwania #warkoczkażdegodnia, jednocześnie przypominając, ze na moim Instagramie szpilkinabetonie trwa kolejne wyzwanie #mysweet7days. Będę w kółko powtarzać, że każdy może się przyłączyć, wystarczy zdjęcie, hashtag #mysweet7days i oczywiście pomysł na to jak osłodzić sobie każdy dzień. 

 

Wszystkiego najsłodszego kochane kobietki!

Zostawcie jakiś komentarz. U mnie są za darmo :)

 

wyzwanie #warkoczkażdegodnia