Wyzwanie #familyphotoweek – podsumowanie tygodnia

 

Od dawna coś zmieniam, czegoś szukam, od nie dawna działam. Tymi działaniami są moje mini wyzwania, z których każde trwa tydzień. Dzisiaj pisząc podsumowanie pierwszego wyzwania, odkryłam swoją Amerykę. A w zasadzie dwie. Północną i południową. To by się zgadzało. Obie tak różne od siebie, że nie mogłam uwierzyć, że stanowią jedność w pewnym sensie. Jedna jak zima, zmęczona, smutna i przepełniona tęsknotą. Druga rozkwitająca, mająca wiarę i nadzieję, która dojrzała do tego żeby wziąć wszystko w swoje ręce. I tchnąć życie we wszystko co jest tego warte. Te dwa odmienne światy to…

 

… to ja. 

 

Zalogowałam się dzisiaj do panelu WordPressa. Z planem napisania tego wpisu. Po otworzeniu kokpitu, mój wzrok przykuł komentarz napisany do tekstu, o którym chyba nawet zapomniałam. Tekstu, który teraz wydaje mi się zlepkiem moich niepowodzeń, frustracji i lęków. To co tam napisałam jest dla mnie dalej prawdziwe, realne, to jednak mój punkt postrzegania mocno się zmienił, od tego czasu. Fajnie jest wrócić do tego, w jaki kiedyś sposób patrzyło się na świat. Jest to swego rodzaju krzywym zwierciadłem. Pokazuje nam jak bardzo możemy się zmienić, jeśli tylko tego chcemy. Jeśli zmienimy swoje nastawienie.

 

Kiedyś żyłam z przekonaniem, że na wiele spraw nie mam wpływu, bo to inni mają ster i nimi kierują. Mają władzę, pieniądze, prestiż, czyli wszystko czego nie mam ja. Na szczęście w porę zrozumiałam, że ma dwie ręce głowę, a niej  rozum, chyba ;). A moje życie jest moje. Zaczęłam się zastanawiać czego tak naprawdę pragnę, co sprawia, że na mojej twarzy mimo zmęczenia pojawia się uśmiech i satysfakcja. Zaczęłam się nad skupiać. Robić wszystko tak, żeby być tego zadowolonym. Tak, żeby to mi się podobało.

 

Krótka historia o Instagramie

 

Poza moimi głównymi postanowieniami, jako cel m.in. postawiłam sobie, że ten rok będzie rokiem sukcesu na Instagramie. Bardzo dokładnie określiłam cele oraz wszystkie działania, które mogłyby mnie do niego doprowadzić. Głównym z nich było poprawienie jakości zdjęć. Wprowadziłam też wiele innych zmian. Testowałam, sprawdzałam. A jak to nie przynosiło oczekiwanego efektu, prawie włosy z głowy rwałam. A moje włosy to dla mnie świętość. W pewnym momencie byłam po prostu załamana. Powtarzałam sobie, że widocznie robię beznadziejne, nieciekawe i nudne zdjęcia, bo nikomu się nie podobają. 

 

Na szczęście w porę odzyskałam przytomność i walnęłam się w łeb. Lekko, co by znowu nie pofrunąć w inny świat. Powiedziałam do siebie wtedy: "Patrycja, idiotko, te zdjęcia przede wszystkim mają podobać się tobie. Jeśli tobie naprawdę będzie się podobać to co robisz, to osiągniesz największy sukces, bo będziesz szczęśliwa i spełniona.

Niebawem napisze wpis o Instagramie. Moich obserwacjach i tym wszystkim co może być istotne.

 

Kilka słów o tamtym wpisie

 

Nie byłabym sobą gdybym nie napisała, kilku słów odnoszących się bezpośrednio do tamtego wpisu. Mój stosunek do życia zmienił się diametralnie od tamtej pory. To nie może więc pozostać tylko w mojej głowie. 

 

  1. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać.

 

Skoro nie potrafimy ze sobą rozmawiać, to znaczy, że m.in. ja też nie potrafię. Jeśli ja nauczę sie rozmawiać. To zawsze chociaż będzie chociaż 50% szans, że rozmowa będzie ciekawszea. A jak trafię na kogoś kto potrafi, to będę na drodze do pełnego sukcesu. Wiadomo róznie to bywa, jednak warto zawsze zacząć od siebie. A czasem wystarczy zwykły uśmiech i od razu wszystko lepiej się układa. Wiecie, że ja wstydzę się uśmiechać do nieznanych mi osób.

 

  1. Nasza narodowa pasja – narzekanie. 

 

Chyba jak nasza reprezentacja w piłce nożnej, weszłam na wyższy level gry. Zamiast narzekać, działam. Idę do przodu i rozpiera mnie energia.

 

  1. Kariera? Czy to możliwe? 

 

Tak, jeśli ma się szczere chęci, plan działania i oczywiście jasno określone cele. Kiedyś ktoś mi zadał pytanie. Po co Mężozwierzowi te studia, jak na kopalni i tak nic nie osiągnie. Ja wtedy nic nie powiedziałam, właściwie nie chciałam się wdawać w bezsensowne dyskusje. Jednak zaczęłam nad tym tematem myśleć. Zawsze kiedy pamięcią wracam do tej sytuacji nasuwa mi się tylko jedna myśl. 

 

Jeśli uważasz, że coś potrafisz lub że czegoś nie potrafisz, na pewno masz rację.

Henry Ford

 

Uwielbiam ten cytat. To takie moje motto życiowe.

 

  1. Kredyty na mieszkanie tylko dla wybrańców.

Z tym punktem dalej się zgadzam. Jednak widzę inne drogi. Inne perspektywy. Widzę siebie, jak zastanawiam się co mogę zrobić, że nie musieć brać tego kredytu. Nie żeby od razu to było takie proste i bajkowe. Po prostu dopuszczam do siebie inne możliwości. Kiedyś załamałabym ręce i tyle.

 

  1. Parytet płci w miejscu pracy.

 

Tutaj temat na pewno głęboki, ale znowu zaczynam od siebie. Zastanawiając się czy aby w danej chwili to nie jest tylko moja projekcja. Czy nie biorę pewnych spraw zbyt mocno do siebie. A jeśli faktycznie czuję się dyskryminowana. zastanawiam się co mogę z tym zrobić.

 

  1. Pracodawca jako Pan i władca. 

 

Pracodawcy zdarzają się różni. Ja na ogół nie trafiałam na najlepszych. Trudno jednak obiektywnie spojrzeć mi na moją przeszłość zawodową. Jeden z ostatnich, zwolnił mnie po dwóch tygodniach odkąd dowiedział się o mojej chorobie. To chyba przelało czarę goryczy. Zaczęłam szukać zmian. Myśleć nad tym jak chciałabym, żeby wyglądał mój świat zawodowy. Co mogę zrobić, żeby uniknąć w przyszłości takich przykrych sytuacji. Doszłam do wniosku, że chcę być Panią własnego Życia. W szerszym znaczeniu tych słów. Czeka mnie trudna, wyboista droga, ale lepsza niż robienie tego, czego robić się nie chce.

 

 

To tyle w temacie zmian. Może dorzucicie coś od siebie. Od pewnego czasu z chęcią przyjmuję każdy inny punkt widzenia. To pomaga mi spojrzeć szerzej na świat. Taj jakby z lotu ptaka. A czasem dać i inną perspektywę.

 

Pierwsze wyzwanie zakończone sukcesem

 

Całe moje życie, sięgając pamięcią do domu rodzinnego to była istna rutyna. Mama do pracy, ja do szkoły, albo ja ze szkoły do domu, mama z domu do pracy. Weekendy zawsze te same, spędzane u babci. Prawie zero spontaniczności, odskoczni. To wszystko sprawiło, że jak diabeł święconej wody, ja boję się monotonii. Co sprawia mi wielką trudność w systematycznych działaniach. Każde powtarzane regularnie działanie sprowadza się u mnie to postrzegania tego jako tamta szablonowość, po prostu nuda.

Cykliczność zadań to coś co sprawia mi wielką trudność. Dlatego też małymi kroczkami postanowiłam to zmienić. Tak żeby każde działanie kojarzyło mi się z czymś miłym. Z czymś do czego będę chciała wracać. Postawiłam na mini wyzwanie, powtarzane cyklicznie. Moje foto wyzwania będziecie mogli codziennie śledzić na Instagramie, a raz w tygodniu na bloga wjedzie podsumowanie wyzwania z ostatniego tygodnia, wraz z relacją z tego co u mnie działo się ciekawego. Dzisiaj wyjątkowo będzie to sobota. Każde kolejne podsumowanie będę systematycznie dodawać w każdą środę. Zobaczymy co ta regularność wniesie do mojego życia. I czy faktycznie będą to cykliczne działania. Trzymajcie kciuki.

 

Nie ma się czego bać. Moje wyzwania są dla każdego. A w szczególności dla tych, co ich drugie imię ma nazwę slomiany zapał.

 

Wyzwanie #familyphotoweek

Zdjęcia nie są jeszcze idealne, ale myślę, że w tygodnia na tydzień będzie coraz lepiej :)

Zdjęcie z serii, nie boję się was, tylko tej odchodzącej tapety, co mieliście ją podkleić dwa lata temu.

 

wyzwanie #familyphotoweek photo challenge

familyphotoweek

wyzwanie familyphotoweek

Dobrze, że z moją małą rodzinką dobrze i na zdjęciach wychodzę. Jednak czasem nasze małe sesje nie kończą się tak wspaniale. Czasem ja się powkurzam na Mężozwierza, czasem on na mnie, ale są chwile kiedy dziecko momentalnie potrafi postawić nas na nogi ;) Wtedy właśnie wiemy, że czas na zdjęcia skończył się. 

Tak ubrać dziecko mógł tylko tatuś ;) Dobranoc!

PS. Do jutra trwa jeszcze wyzwanie #warkoczkażdegodnia, od poniedziałku będzie nowe, bardzo mamusiowe ;)

 

 

  • Cudowne fotki! :) aż uśmiech sam się pojawia na twarzy