#MyFirst7Jobs to początki kariery zawodowej Malinowskiej

#myfirst7jobs

 

Od pewnego czasu w świecie internetu, pojawia się to tu, to tam #MyFirst7Jobs czyli 7 pierwszych prac. Z chęcią czytałam o pierwszych zawodowych podbojach Blogerów. Kolejny raz te historie utwierdziły mnie w przekonaniu, że sukces osiąga się stawiając wiele małych kroczków. Tak sobie przeglądałam kolejne perypetie, kolejnych osób i w pewnej chwili poczułam impuls. Silny,bardzo silny. I właśnie pod jego wpływem macie możliwość poznać kilka moich przygód z przedsiębiorczością.

 

#MyFirst7Jobs czyli początki kariery zawodowej Malinowskiej

 

Początki kariery zawodowej Malinowskiej sięgają lat dzięcięcych. Bardzo wczesnych lat dziecięcych. Część z nich jest znana dla większości osób, a część tylko dla wtajemniczonych, ba są nawet takie zajęcia, o których, jak sądze nie wiedział do dziś nawet Mężozwierz.

 

Każde z tych zajęć czegoś mnie nauczyło. Mimo to większości nie wiedzieć czemu, nie wpisałam do CV. A mogłoby być tak ciekawie ;)

 

#MyFirst7Jobs

No lo lecimy z tym światem.

 

1. Handel strachów

Bedąc małą dziewczynką, zawsze potrafiłam zabawić sie byle czym. Takie wtedy panowały czasy. I nikogo to nie dziwiło. Pewnego dnia z koleżanką z sąsiedztwa, wpadłyśmy na genialny pomysł rozkręcenia własnego biznesu. A miałysmy wtedy może z 5 lat. Na pewno liczenie nie było wtedy jeszcze naszą mocną stroną. Postanowiłyśmy sprzedawać czereśnie, które uzbierałyśmy wcześniej z drzewa mojej Babci. Ustawiłyśmy sobie stoliczek i krzesełka. I czekałyśmy. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy podeszła do nas kobieta i zapytała w jakiej cenie mamy kilogram czereśni. Tylko co to jest ten kilogram? Przestraszone uciekłyśmy. Pierwszy biznes nie wypalił. Cóż.  Jednak ja się nie poddałam.

 

2. Salon SPA

Kiedy już trochę podrosłam, jednak nie na tyle, żeby zarabiać chociaż najniższą krajową. Postanowiłam otworzyć salon SPA. Wachlarz usług był mocno ogranicznony, a klientów mało. Bardzo mało. A w zasadzie jeden klient, którym była moja Mama. Ja jej robiłam masaż pleców, ona mi za to płaciła. Biznes hulał ;)

 

3. Grzeczna dziewczynka to nie ja.

Prawda jest taka, że nigdy nie należałam do grzecznych dzieci. Co chwilę byłam ubrudzona, a Mama przebierała mnie kilka razy dziennie. To skakałam po płotach, a nawet podrzewach. To robiłam taki bałagan w swoim pokoju jakby huragan przeszedł. A raz nawet uciekłam z przedszkola i ponad 8 km śmigałam do Babci. Łobuz był ze mnie przeogromny (mam nadzieję, ze Karolinka będzie grzeczna jak jej Tatuś). Mama zatem szukała sposobów jak mnie poskromić. Pewnego razu Mama postanowiła płacić mi 1 zł za kazdy dzień, w którym byłam grzeczna. Cóż za wiele nie nazbierałam. Cała ja. Kolejny biznes zawaliłam. Ale to nie koniec ;)

 

4. Konie, gnój i siano.

Kto mnie zna wie, że uwielbiam zwierzaki. Szczególnie psy i konie. Miłość do koni zaszczepiła się we mnie dawno, dawno temu. Bardzo chcialam wtedy nauczyć się jeździć konno. Jak wiadomo to dość drogi sport. Mojej Mamy na taki wydatek nie było stać. Dlatego też w zamian za możliwość jazdy konnej, robiłam wszystko co na takiej stadninie trzeba zrobić. Od karmienia, po wyrzucanie gnoju i sprzątanie boksów. Czasem bywało ciężko, ale było warto. Ten okres życia był jednym z najlepszych w moim życiu.

 

5. Kosmetyczny szał.

Kiedy byłam już na tyle duża, że mogłam podziałać w prawdziwej firmie. Zapragnęłam zarabiać prawdziwe pieniądze. Zapisałam się do Oriflame. Niestety mój rynek zbytu był na tyle wąski, że po pewnym czasie zrezygnowałam z tej branży i …

 

6. Pierwsze wakacje z Mężozwierzem.

I media zawładnęły mną. Pierwsza wakacyjna praca. Pierwsze wakacje na które zarobiliśmy z Mężowierzem. No dobra tylko na część. Małą część :P Ale i tak byliśmy dumni.

Razem z Mężowierzem sprzedawaliśmy gazety na ulicy. Biznes się kręcił. Co prawda były małe problemy z wypłatą. W końcu jednak udało nam się zarobić. A wakacje były jednymi z najlepszych.

 

7. Cud na Wisłą.

Skończyliśmy szkołę. Wydział Architektury się na nas obraził i powiedział szukajcie szczęścia gdzie indziej. I zaczęło się prawdziwe życie. Bez wymarzonych studiów, bez pracy. Wyjechaliśmy do Warszawy mając 50zł w kieszeni. Dzisiaj z perspektywy czasu, moge powiedzieć, że ten krok nauczył nas więcej niż nie jedna szkoła. Pierwszą pracą w tym wielkim, nowym dla nas mieście, był etat w komisie meblowym. Pomimo, że doświadczenie w handlu miałam tylko w sprzedaży czereśni i kilku kosmetyków, szło mi nawet nieźle. Na szczęście długo tam nie zabawiłam. Pózniej pracowałam już w firmach związanych z branżą budowlaną. skończyłam studia w tym kierunku i pracowałam dalej, aż do momentu kiedy na świecie pojawiła się słodkość mojego życia Karolinka.

 

 

 

 

To na tyle jesli chodzi o #MyFirst7Jobs ;)

Póżniej było kilka kolejnych 7 bardziej wymagających, bardziej stresujących, ale równie fajnych prac.

A Twoje #MyFirst7Jobs jak się prezentuje? pochwal się!

 

Ciekawe #MyFirst7Jobs u innych:

  • Aż sama nabrałam ochoty na taki post! :) Musze sobie wszystko przypomnieć, hihihi :D

  • Wyjechać mając 50zł w kieszeni, odważnie! Praca w komisie meblowym brzmi ciekawie, w ogóle wszystkie historie bardzo fajne. ;)

    • Nieraz chciałabym pracować w tym komisie i wyszukiwać ciekawych mebli do domu haha.

  • Delilka

    No, no! Rzeczywiście byłaś przedsiębiorcza. Ja aż tak nie mam czym się pochwalić – tak naprawdę dalej jestem w pierwszej pracy, ale bardzo mi się podoba. Obłsuguję klienta zagranicznego telefonicznie w Tivronie. Tyle, że nie w Tivronie :) ,bo z domu i mogę się opiekować małymi.

  • Widzę, że początki nie były łatwe, ale najważniejsze to się nie zrażać. Bardzo mi się podoba praca polegająca na byciu grzecznym :) Ja swoje pierwsze w życiu pieniądze zarobiłam za nauczenie się jazdy na rowerze na dwóch kółkach. Przez długi czas cała rodzina i sąsiedzi uczyli mnie jeździć na rowerze prowadząc mnie przy pomocy przymocowanego do ramy kija. Kiedy tylko widziałam, że oni puszczają kij a ja jadę sama – przewracałam się ze strachu. W końcu, kiedy wszyscy mieli mnie już dość, mama położyła mi na kamieniu pieniądze i powiedziała, że jak dojadę tam sama na rowerze, to będą moje. No cóż… motywacja była silniejsza niż strach :D

  • Hehe, pierwsze koty za płoty :) Byłaś bardzo przedsiębiorczym dzieckiem :)
    Dzięki za polecenie mojego wpisu :)