KAŻDY BUDUJE SWOJE SZCZĘŚCIE SAM

 

Kiedyś pomyślałabym, no jak to sam? Przecież często nie mamy wpływu, na to jak potoczy się nasze życie. To fakt. Pomyśl jednak, że tak wiele, zależy od naszego nastawienia. To ono właśnie może być decydujące. Dzisiaj napiszę Ci o tym jak Poczta Polska dała mi nieźle do myślenia.

Każdy buduje swoje szczęście sam!

Trzymając w ręku awizo zaadresowane na mojego męża, udałam się na Pocztę, celem odebrania tajemniczej przesyłki. Mąż pracował wtedy jeszcze na tyle długo, że nie mógł tego zrobić osobiście. Nie chciało mi się tam iść, pogoda nie zachęcała, zmęczenie doskwierało, a kolejna kawa tylko zachęcała, aby jednak się zdrzemnąć. Do tego wszystkiego Pani na poczcie wyglądała groźniej niż mój pies spuszczony ze smyczy, baaa gorzej niż moja niewyspana teściowa. Ściskając kurczowo zęby i gniotąc nerwowo w dłoni awizo, przekroczyłam progi poczty. Od razu natrafiłam na groźne spojrzenie Pani zza lady, co tylko spotęgowało moją wrogość. Paczki oczywiście nie dostałam, otrzymałam jednak pełne jadu "Adresat musi się stawić osobiście". Taka sytuacja miała miejsce kilkukrotnie.

Teraz sytuacja odwrotna. Mężozwierz został przeze mnie wysłany, po odbiór paczki zaadresowanej do mnie. Jak zawsze wesoły, uśmiechnięty, poszedł po przesyłkę. Czasem się zastanawiam co on bierze Kurde, że taki zadowolony, no mógłby się podzielić z żoną. Wracając jednak do przesyłki, którą oczywiście udało mu się odebrać, bez żadnych problemów, rzecz jasna. Z tego też powodu nieraz, zastanawiałyśmy się z moją mamą, jak on to robi, że odbiera nasze przesyłki, a my nie potrafimy odebrać jego. Może ma takie znajomości na poczcie, może kupuje kawę dla Pani z okienka… a może jego uśmiech i pozytywne nastawienie tak działa?

Postanowiłam więc zabawić się w "pozytywne myślenie". Za każdym razem kiedy miałam do załatwienia jakąś sprawę, włączałam taki magiczny przycisk "pozytywnie naładowany". Jakież ogarnęło mnie zdziwienie kiedy, większość spraw od ręki załatwiłam, a te bardziej zawiłe, zostały mi wyjaśnione w sposób bardzo uprzejmy. Dzisiaj już wiem na pewno, że warto odrzucić złe emocje na bok. To na pewno zwiększy naszą szansę na powodzenie każdej akcji. A my sami będziemy bardziej szczęśliwi i zdrowi.

Jestem warta szczęścia!

Myślę, że nie muszę pisać, o tym jak bardzo niemoc posiadania dziecka, wpływa na naszą samoocenę. Jak bardzo ona spada. I jak bardzo zaczynamy nienawidzić siebie samego. To jak droga przez piekło, gdzie naszą towarzyszką jest desperacja…

… Sporo czasu mi zajęło, żeby zrozumieć, że na pewne rzeczy nie mam wpływu, a jeśli nie mam na coś wpływu to tego żadną siłą nie zmienię, a jak czegoś nie mogę zmienić to muszę nauczyć się z tym żyć. I poszukać planu B. 

Kiedyś ktoś powiedział mi słowa, które wyryły się w mojej głowie na stałe. A mianowicie " Nic nie dzieje się bez przyczyny" i " co Cię nie zabije to Cię wzmocni".

Dzisiaj jestem silniejsza i bogatsza o doświadczenia. Zrozumiałam wiele rzeczy. Pomimo problemów jestem szczęśliwa. A powodów mam wiele.

 

Prowadzę bloga, a wy go czytacie!

Razem z Mężozwierzem podjęliśmy przełomową decyzję!

Dałam dom mojej schroniskowej Melisie, a ona oddała mi swoje serce!

Uwolniłam się od miejsca, które działało na mnie destrukcyjnie!

Wzięłam udział w konkursie "Blog Roku"

 

Dziękuję Wam za tak wielki kawałek szczęścia, a jednocześnie skromnie proszę o wsparcie mnie w konkursie "Blog Roku" i "Tekst Roku". Co prawda trzeba wysłać SMS-a, koszt 1 zł + VAT, ale całość idzie na cele działalności Fundacji "Dzieci Niczyje"

 

Dziękuję wszystkim za głosy ;)

 

 

 

  • Kasia

    Od pewnego czasu obserwuję Twój blog Totolijo, jednak dziś postanowiłam dodać coś od siebie komentując powyższy post.
    Nawet nie próbuję wyobrazić sobie co czujesz Ty i Twój mąż, jednak chciałabym przytoczyć tutaj historię pewnego małżeństwa, która będzie dowodem na to, iż szczęście przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie..
    Ludzie pełni życia i energii, po długim czasie oczekiwania na dziecko, stali się po prostu wrakiem. Dodatkowo wszyscy znajomi na siłę próbowali obdarzyć ich tysiącem najlepszych rad. Wykończeni otaczającą rzeczywistością, postanowili coś zmienić.. Przeprowadzka! Wystarczyło 30km, aby życie znów zaczęło nabierać barw. Pogodzili się z sobą i ową rzeczywistością. Uciekając od problemów zaczęli więcej pracować i dokształcać się. Obowiązki dnia codziennego pochłonęły ich do tego stopnia, że problem braku dziecka zszedł gdzieś na drugi plan. Oczywiście nie stało się to z dnia na dzień, lecz z biegiem lat..
    Jednak niecały rok temu ich świat znów zawirował, a mianowicie:
    Dwa tygodnie temu na świat przyszła Zuzia. Piękna, zdrowa dziewczynka, która odmieniła życie dwojga ludzi.. Ludzi, którzy jeszcze kilka lat wcześniej myśleli ze ich istnienie nie ma sensu.
    Mam nadzieję, że nie uważasz mnie za kolejną najmądrzejszą, myślę po prostu, że są w życiu sytuacje, z którymi najpierw trzeba się pogodzić, aby móc je zmienić.. Życzę Tobie i Twojemu mężowi po prostu szczęścia. Pozdrawiam K.

    • To co napisałaś jest piękne, wypełnione pozytywną energią i skłania do przemyśleń. Dziękuję ;)