Jak zmieniłam siebie i cały mój świat!

Bez zawahania mogę powiedzieć, że w życiu najważniejsza jest teraźniejszość. Być tu i teraz. Żyć tu i teraz. Cieszyć się każdą chwilą. Nie uciekać od nich. Po prostu przeżywać je. Cieszyć się z nimi. Stać się szczęśliwym człowiekiem. Tu i teraz. Nie czekać na lepszy czas. Żyć tak jak chciałoby się żyć. Dążyć do tego. Po prostu spełniać się. Warto takie chwile zatrzymać na dłużej. Tworzyć historię. Własną, piękną, o sobie. Tak żeby na końcu tej historii, spoglądając na karty własnego życia, powiedzieć sobie „Było warto”. Nie, „było zajebiście”.

 

 

Wiele razy zastanawiałam się dlaczego tak rzadko jestem szczęśliwa. Dlaczego radość omija mnie zawsze szerokim łukiem. Dlaczego smutek to moje drugie Ja. I znalazłam odpowiedź. Przypomniałam sobie. To ciągłe odrzucenie spowodowało, że zaprzysięgłam sobie kiedyś, że całe życie będę smutna. Tak też się stało. Moje dzieciństwo było przepełnione goryczą do tego stopnia, że paraliżowało mnie całkowicie. Tam w środku, nie na zewnątrz. Tam w środku. Owszem miewałam chwile, kiedy czara goryczy przelewała się i po prostu musiałam na chwilę odpocząć i cieszyć się. Wyjść na chwilę z najgłębszych zakamarków rozpaczy, i niczym dżdżownica po deszczu, zaczerpnąć świeżego powietrza. Zaszaleć. Żyć. Tu i teraz.

 

Nie wiem co spowodowało, że musiałam powiedzieć koniec, basta. Jaki to był impuls? Jakie zdarzenie? Nie! Wiem! Dokładnie wiem! Już dawno powiedziałam to przed samą sobą. Tylko czy jestem gotowa, żeby powiedzieć to Wam? Czy chcę? Myślę, że tak. To jest już ten czas.

 

Smutek, gorycz, zazdrość, złość, wstyd, to w środku. Schowane, tak głęboko, żeby nikt nie mógł tam dotrzeć. Nawet Ja. Przede wszystkim Ja. Uśmiech, pewność siebie, upór, zawziętość, perfekcjonizm, to na zewnątrz. Czarne albo białe. Nic więcej. Moja maska. Nikt nie może dowiedzieć się, że nie jestem idealna. Ja nie mogę mieć wad. Kto by mnie kochał taką. Muszę być idealna. To jest ważne. Ważne jest to kim chciałabym być. O! Jak ta piękna Pani w autobusie, albo ta z okładki topowej gazety. To jest ważne.

 

A kim właściwie jestem? Co tak naprawdę jest ważne? Co dla mnie jest ważne? To jest dobre pytanie. Nie wiem. Może troszkę wiem.

 

Popatrzeć w lustro. Lustro swojego prawdziwego Ja. Stanąć obok siebie i spojrzeć. Zrobić to. Ten trudny, przełomowy moment. Najgorszy w moim życiu, a zarazem najlepszy.

 

 

 

JAK ZMIENIŁAM SIEBIE?

 

Jak zmienił się mój świat?

 

Dokładnie 26.05.2015r. Dzień Matki. Właśnie miałam odpalić samochód, kiedy zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawił się nieznany nr telefonu. Już miałam odrzucić połączenie, kiedy coś podpowiedziało mi, odbierz. W telefonie usłyszałam miękki kobiecy głos. W tle całkowita cisza. To Pani z ośrodka adopcyjnego. Serce stanęło mi chyba na kilka sekund. Po czym zaczęło walić jak oszalałe. Czułam je w każdym kawałku swojego ciała. W każdej najmniejszej jego komórce. Jakimś cudem to dudnienie zagłuszał ten głos.

 

Kiedy rozpacz rozwalała mnie na miliony kawałków. Szczęście musiało przyjść z pomocą. Te małe chwile przyjemności potrafiły utrzymać mnie przy życiu. Wiele razy próbowałam do nich wracać. Przypominać je sobie. Chciałam je zatrzymać. A one odchodziły i znikały na zawsze. Bezpowrotnie. Rozbijały się jak krople wody na drodze usypanej żwirem, po czym po prostu ginęły w jego strukturze.

 

Od dawna lubię robić zdjęcia. Kiedyś zwyczajnie, bez zastanowienia naciskałam spust migawki. Nie wiedząc zupełnie co ta nazwa oznacza. Teraz dojrzalej, spokojniej, z zastanowieniem, bez pośpiechu. Tak aby w każdym ujęciu pokazać emocje, najlepsze wspomnienia, radość, smutek, albo złość. Pokazać prawdziwe ja. Zrobić pamiątkę z pięknego, szczęśliwego życia. Zebrać w jednym miejscu te wszystkie chwile, szczególne chwile. I czasem do nich wracać.

 

Ten głos brzmiał obco, pomimo, że słyszałam go już wiele razy. Brzmiał jak stracona szansa, jak koniec. Wzięłam głęboki oddech, żeby wysłuchać tego co miał mi do powiedzenia. Doznałam szoku, kiedy po chwili słowa dotarły do mojej świadomości. Policzki zaczęły mnie piec tak jakbym właśnie została w nie uderzona. A może tak było?

Kiedy rozmowa zakończyła się, telefon momentalnie trafiając w moje kolano spadł na podłogę. Teraz po policzkach spływały słone, niczym Morze Martwe, łzy. Nasza szansa na dziecko, zakończyła się tak szybko jak ta rozmowa telefoniczna. Dzień Matki… To był ten przełomowy moment. Moment, żeby zmienić to co się da zmienić, a to czego się nie da, przyjąć takim jakim jest.

 

Dokładnie 26.05.2016r. Dzień Matki. Obudziło mnie jakieś mile stukanie. Patrząc jednym okiem, wstałam z łóżka. Drugie chciało jeszcze spać. Odwieczny mój dylemat, wstać czy może jeszcze chwilę zostać w łóżku. Ostatnie pięć minut. Ani chwili dłużej, naprawdę. Obiecuję. Dziwny nacisk na pęcherz, nie pozwolił mi na jeszcze małą chwilę drzemki. Nieprzytomna poczłapałam do toalety. Wtedy wszystko się zaczęło. Nowe życie w każdym tego słowa znaczeniu.

 

Wieczorem tego samego dnia urodziłam. Dokładnie rok po telefonie, który zmienił w moim życiu tak wiele. Na ironię losu, najgorszy telefon jaki mogłam odebrać, zamienił się w ten najlepszy.

 

Punkt widzenia, może wiele zmienić. Każdą chwilę można przedstawić inaczej. Z pewnością warto je zapamiętać. Zatrzymać. Te małe kawałki życia tworzą nas samych.

 

Od dawna zbierałam się z zamiarem zrobienia Karolince pamiątki w formie foto-książki. Trochę to trwało. W końcu zmobilizowałam wszystkie swoje siły i powstała. Miałam spore wymagania. Chciałabym, żeby przetrwała, aż do dorosłego życia Karolci. Taka pamiątka od rodziców. Chcę jej kiedyś dać cały kuferek takich pamiątek.

Zależało mi również na twardych wytrzymałych stronach, miękkiej okładce i przede wszystkim wysokiej jakości. To wszystko otrzymałam w foto-książce od Saal. Powiem Wam, że zanim otwarliśmy paczkę, trochę się obawialiśmy czy spełni nasze oczekiwania. Po otwarciu już pierwsze wrażenie podpowiedziało nam, że to jest to czego szukaliśmy. Termin realizacji w naszym przypadku wynosił 6 dni (w tym weekend). 

Wartość mojej foto-książki (ekstra gruba – z watowaniem 28x28cm) to 250zł

Program do obróbki takiej książki, początkowo wydawał mi się skomplikowany, ale już po chwili załapałam i wszystko intuicyjnie robiłam.

 

Na foto-książkę jest teraz u nich promocja. Na pierwsze zakupy dostaniecie, aż 75zł rabatu. Łapcie szybko kod rabatowy.

Z resztą sami zobaczcie. Oceńcie sami.

 

jak zmieniłam siebie Fotoksiążka

 

PS. Macie już prezent na Walentynki? Może warto tą najbliższą osobę obdarować tymi najpiękniejszymi chwilami zawartymi w jednym miejscu :)