JAK ZMIENIĆ SWOJE ŻYCIE I PRACOWAĆ DLA SIEBIE?

 

Czasem miewam takie chwile, kiedy trudno zacząć mi cokolwiek. Krzątam się po domu bez celu, próbując wymyślić jak mam dać początek, temu co właśnie urodziło się w mojej głowie. Odkąd pamiętam zawsze najtrudniejszy był dla mnie ten pierwszy krok. Zamiast podejmować jakiekolwiek próby, ja zawsze rozmyślałam i rozmyślałam. Dzisiaj już wiem, że zwyczajnie traciłam czas, zamiast podjąć jakąkolwiek próbę. Zaczynając pisać ten wpis ponownie dopadło mnie uczucie bezsilności i całkowity brak pomysłu na jego rozpoczęcie. Ale tym razem podjęłam próbę. Ten ruch okazał się strzałem w dziesiątkę.

Jak zmienić swoje życie i pracować dla siebie?

Myślę, że często potrzebujemy jakiegoś motywatora, który skłania nas do podjęcia zmian, często impulsem, który napędza nas, jest jakieś przykre wydarzenie, a czasem nawet sytuacja, która całkowicie nas dobija. Dopiero sytuacja podbramkowa może uświadomić nam, że jedynym wyjściem jest modyfikacja dotychczasowego myślenia, a co za tym idzie i życia. Tak naprawdę kiedy wydaje się nam, ze niczego nie możemy zmienić, zawsze możemy zmienić siebie. I od tego warto byłoby zacząć.

Jak wcześniej już pisałam, żeby jednak coś zmienić, trzeba tylko, albo aż, zrobić pierwszy krok. Moim było przemyślenie pewnych spraw, ich przewartościowanie oraz rozpisanie w moim magicznym zeszyciku. Natomiast w gąszczu przemyśleń najważniejszym jest, żeby w tych wszystkich złych chwilach zachować poczucie własnej wartości na najwyższym poziomie. Wiem to trudne kiedy dawaliśmy z siebie 200%, a zostaliśmy zdeptani z ziemią, ale jedno jest pewne poczucie własnej wartości nie może być zależne od osób trzecich i tyle. Dlatego też postanowiłam pracować dla siebie i w końcu robić to co sprawia mi najwięcej przyjemności. Nie powiem lubię swój zawód budowlańca, ale ilość stresu pomnożonego przez niewdzięczność przekroczyła poziom maksymalny cierpliwości i zachowania zdrowia…

Moje przemyślenia w 15 punktach

Tak! Miarka się przebrała! Tak! Jestem zbyt dobrym pracownikiem by niszczył mnie byle kto!

To właśnie skłoniło mnie do przemyśleń, a te z kolei do zmian! Chyba zostanę Frelancerem!

1. Myśląc o tym wszystkim doszłam do wniosku, ze realizacja aspiracji zawodowych czasem bywa bardzo trudna, a sama praca, która miała nam dać spełnienie i być przyjemnością, jest niesamowicie stresująca i wyniszczająca. Czy zatem warto tracić zdrowie dla zaspokojenia własnych ambicji? (dobrze jeszcze kiedy ambicje są nasze, a nie osób trzecich bo wtedy nie ma się już co zastanawiać)

2. Czyż nie warto robić tego, co nam przynosi szczęście, przyjemność, radość, a także spełnienie, ale bez uszczerbku na zdrowiu? Nawet kiedy wydaje się nam, że to zajęcie jest mniej ambitne od dotychczasowego. Pnąc się po szczeblach kariery, może się okazać, będąc już na jej szczycie, że jesteśmy całkiem wypaleni…

3. Przestać obawiać się tego co powiedzą inni.

4. Wprowadzając zmiany w swoim życiu, nie wyszukiwać problemów, które mogą się przytrafić, bo część z nich nigdy się nie pojawi, a wymyślone problemy często blokują nasze dalsze działania.

5. Warto opowiadać o naszych planach, wtedy jeszcze bardziej utwierdzamy się w naszych postanowieniach, a i ciężej się z nich wyplątać ;)

6. Pracując dla kogoś zawsze będzie się pracować na kogoś.

7. Pozytywnym aspektem bycia Freelancerem, jest możliwość decydowania kiedy i ile pracujemy.

8. Możesz pracować w domu nie tracąc czasu na dojazdy do pracy.

9. Nie szukać miliona wymówek, nie odkładać na później swoich planów, bo każdy ma niestety ograniczony swój czas.

10. Nie wstydzić się swoich planów i nie wmawiać sobie, że nie potrafię!

11. Z każdej porażki wyciągać wnioski i zamieniać je na pozytywy.

12. Przede wszystkim zmienić nastawienie!

13. Mierzyć swoje siły na zamiary, pamiętając jednak, że potrafisz więcej i możesz więcej oraz, że jesteś na tyle dobry, aby wcielić swoje plany w życie.

14. Przestać myśleć schematycznie. Studia – praca – rodzina – dom – drzewo. Czasem zamiast studiów lepiej zrobić porządny kurs, albo samemu się dokształcić, niż tracić czas, pieniądze i zdrowie na studiach, po których będziesz mieć nikłe szanse na spełnienie swoich marzeń. A willa z basenem nie musi być przecież wyznacznikiem poziomu naszego szczęścia i spełnienia życiowego.

15. Po prostu rób to, co chcesz robić, to możliwe!


 

Jest jeszcze jedna droga do wprowadzenia zmian w naszym życiu. Wystarczy iść na wybory i samemu zadecydować o tym jak ma wyglądać nasze życie. To nasz obowiązek a zarazem przywilej. Lepiej zagłosować niż siedzieć i ciągle narzekać. Ja idę, nawet jeśli wynik jest z góry ustalony. A Ty podejmiesz to wyzwanie?

  • Bardzo przydatny post!
    P.S. zapraszam na nowy serwis, na którym można promować swoje wpisy – http://www.bloglov.es/

  • Tez jestem inzynierem budownictwa :D niestety, nie mam ochoty nawet pracowac w zawodzie, robie wszystko, zeby moc w niedalekiej przyszlosci zajmowac sie projektowaniem graficznym. Na pewno zostane freelancerem, mozliwosc wyboru zlecen ma dla mnie ogromne znaczenie.

  • Jestem na tak – i punktom i decyzji, którą zdaje się, już podjęłaś! :)

  • Bardzo podoba mi się ten tekst!

  • Jak wszystko, praca freelancera ma swoje dobre i złe strony. Niektórzy ludzie potrzebują „bata” i lubią być sterowani, inni uciekają od każdej formy zniewolenia. Przyznaję, należę do tej drugiej grupy; po prostu bardziej niż pieniądze, doceniam swój czas, chociażby na pisanie książki.Tak-pieniądze :) Jestem takim freelancerem pracującym od lat na umowę o dzieło, że moje wypłaty są niezwykle … plastyczne, a majątku na tym nie zbiję na pewno :)
    Natomiast jestem z kolei kompletnie niezorganizowana jeśli chodzi o pracę, więc coś, co mogłabym zrobić w 2h, robię cały dzień lub nawet kilka dni. To też jest przeciwwskazanie, by byc freelancerem. Można to zmienić oczywiście, ale jeśli ma się już taką osobowość od lat…. Łatwiej zmienić cały charakter niż pojedyncze nawyki ;)

    • Oj Iwona ja czasem też potrzebuję bata… najlepiej takiego, który rano wyganiałby mnie z łóżka… ale jeśli się coś mocno postanowi i czegoś bardzo chce to ten bat jest jakby mnie potrzebny ;)

      • W sumie tak. Sądzę, że czasem tak bardzo boimy się podjąć wyzwanie, bo boimy się porażki i w związku z tym: naszego rozczarowania, że wynajdujemy różne „utrudnienia” ;)

  • Choć należę raczej do osób zdecydowanych i śmiało sięgających po to, czego pragną w życiu, tak w przypadku pójścia na swoje, przez długi, długi czas stałam przed barierą: a co jeśli nie wyjdzie. I choć miałam dziesiątki alternatyw w ramach argumentów, to pytanie tkwiło w mojej głowie jak mantra. Niemniej jednak podpisuję się pod tymi punktami – są okrutnie prawdziwe i może w tym tkwi problem – to nie jest takie trudne, trzeba się jednak przemóc, gdzieś w środku.

    • Chyba najtrudniej jest się przemóc. Pamiętam jak decyzję o powrocie na studia wiecznie odkładałam, szukając coraz to nowych wymówek, aż w końcu po prostu wstałam zarejestrowałam się w systemie rekrutacji, a dzisiaj już dawno jestem po studiach. Myślę, że to musi być szybka decyzja bez zbędnych przemyśleń ;)