JAK OSZCZĘDZAĆ NA JEDZENIU I NIE ZWARIOWAĆ

 

Remont idzie pełną parą. Ciągle jest coś do zrobienia. To się chyba rozmnaża. Mężozwierz remontuje, ja sprzątam, odnawiam meble, a tu jeszcze jakieś ubrania, aż się proszą, żeby wrzucić je do pralki, albo naczynia same zaczynają szukać drogi do zmywarki. A to chyba dobrze nie zwiastuje. W ferworze walki ciężko znaleźć czas na przyrządzenie smacznego obiadu. Jednak na samą myśl o zupie z torebki, robi mi się słabo. Pozostaje jedzenie na telefon. Dobra, miało być przede wszystkim oszczędnie, a do tego szybko i smacznie. No i zdrowo! Da się? Da!

Długo szukałam sposobów na to, jak zaoszczędzić na jedzeniu. Jednocześnie nigdy nie chciałam tracić na jakości posiłków. Czasem lubię do filmu zjeść czipsy, albo zjeść pizzę na mieście, ale do śmietniczka jeszcze mi daleko. Jednak wszystko dobrze jest robić z umiarem. A jeszcze lepiej jest panować nad tym wszystkim ;)

 

Jak oszczędzać na jedzeniu

Zanim znalazłam swoją drogę, przeszukałam cały internet, próbowałam przeróżnych sposobów, a jednak zawsze efekt nie był do końca zadawalający. To w końcu jak oszczędzać na jedzeniu? Ostatnio jednak odkryłam coś bardzo ważnego. To chyba przełom był. Odkryłam, że nigdy nie stosowałam się do wszystkich rad wytrwale. Zawsze gdzieś tam, mały diabeł, zza mojej głowy szeptał "Oj tam, dzisiaj sobie daruj, przecież Ci się nie chce". Dzisiaj jednak z pięcioma palcami na sercu, bez skrzyżowanych palców, mogę głośno powiedzieć, wytrwałość nie szła ze mną w parze.

Postanowiłam więc, zwolnić diabełka ze służby i wziąć się za siebie. Tak właśnie uczę się rozsądnie dysponować swoimi finansami, szczególnie jeśli chodzi o jedzenie. Na nie właśnie idzie spora, jeśli nie największa część moich i twoich zarobków.

 

Co się u mnie sprawdza?

 

1. Rozsądne zakupy, planowane zakupy.

Pamiętam czasy, kiedy logując się na koniec miesiąca, do naszego konta, widziałam zawsze okrągłą sumę. Niestety zawsze było to zero. Nie było łatwo patrząc na te liczby. Jednak znakomicie sobie radziałam. Nie miałam wyjścia po prostu. Każdy posiłek skrupulatnie planowałam. A w sklepie kupowałam tylko produkty, które były niezbędne. Później jednak przyszły tzw. lepsze czasy i zwyczaj ten poszedł w niepamięć. Dzisiaj kiedy powracam myślami do tamtych lat, widzę siebie jako bardzo zaradną kobietę, która z niczego wymyśliła coś, planowała i jadła przy tym smacznie. Dzisiaj je smacznie, zdrowo, ale mniej oszczędnie.

A to co dodatkowo do koszyka wrzuci, później dziwnym trafem znika w czeluściach lodówki i daje o sobie znać po terminie ważności.

Od pewnego czasu jednak staram się planować i widzę spore oszczędności. Pieniędzy i czasu. Jednak jeszcze czasem, miewam chwile słabośc, wtedy z pomocą przychodzą…

 

2. Vacsy.

Naczynia próżniowe u mnie sprawdzają się znakomicie. Chociaż miewam chwile zapomnienia ;) Jednak szkoda byłoby ich nie używać, mając je. A tym bardziej kiedy, dłuższe przechowywanie jedzenia staje się mozliwe i łatwiejsze. A termin ważności wydłuża się. Śmietnik karmię tylko odpadkami.

Ciekawostki!

Inne sposoby użycia Vacsy:

  • Gotowanie makaronu, ryżu itp. bez gotowania :P a makaron, czy ryż jest idealnie przygotowany.
  • Marynowanie mięsa. Wyciągając z pojemnika powietrze, w mięsie otwierają się pory, natomiast, otwierając pojemnik, wpuszczamy powietrze i pory zamykają się, zasysając marynatę właśnie w te pory ;)

Bardzo dobrze obrazują to słodkie niczym miód, pianki.

 

 

  • kiszenie ogórków w 24h, a nawet szybciej
  • kompoty bez gotowania, wystarczy zalać gorącą wodą i zavacsować
  • można używać jako naczynia żaroodporne, lub miski na sałatki

 

3. Pokrywa szybkowarowa.

Szybkie dania, które poprzez, błyskawiczne gotowanie zachowują dużo więcej witamin i wartości odżywczych. A przy okazji aromat takich potraw jest niesamowity ;) Jednak co najważniejsze korzystam z jednego palnika ;) A to spora oszczędność.

Często robię też dania nie korzystając z pokrywy, a mimo to obiad robię na jednym palniku. Na rozgrzaną patelnię wkładam np. udka z kurczaka, przez 10 minut obsmażam, ale bez dodatku tłuszczu (co daje korzyści, zarówno finansowe jak i zdrowotne). Po czym do patelni dokładam plasterki ziemniaków, marchewki, brokuły (brokuły zazwyczaj dodaję z piętnaście minut przez końcem gotowania).

 

4. A jeszcze to, a jeszcze tamto.

Nie kupuj na zaś produktów, które psują się szybko. Nawet tych, które są w super promocji. No chyba, ze stu procentowo coś z nich przyrządzisz, zanim zechcą same opuścić lodówkę. Natomiast produkty z długa datą przydatności, warto kupić szczególnie wtedy, kiedy cena jest atrakcyjna. U mnie kaszy gryczanej zawsze Ci dostatek ;)

 

5. Już wcześniej o tym było.

To szczególną oszczędność. Unikaj jedzenia na mieście. Oczywiście nie mówię tutaj, o sytuacjach sporadycznych. Prawdę mówiąc, od pewnego czasu, zaczęłam się zastanawiać, w ogóle nad sensem jedzenia na mieście. Wolę za kwotę, którą wydałabym w restauracji, kupić produkty, których na co dzień nie kupuję, bo są dla mnie za drogie. Wtedy w kuchnia mam pole do popisu ;)

Jest jeszcze coś co przekonuje mnie do domowego żarełka. Bardzo rzadko po zjedzeniu takiego boli mnie żolądek, w przeciwieństwie do tego jedzonego na mieście.

 

6. Sprawdzam promocje w gazetkach.

Czasem róznica jest kolosalna. Aczkolwiek najczęściej zakupy robię w Lidlu. Biedronce i Auchan. W Biedronce bo ceny są konkurencyjne i mam ją za przysłowiowym rogiem. W Lidlu i Auchan bo można kupować na bony, a często mają atrakcyjne ceny. Czasem kupuję w Piotrze i Pawle, mają mięso w dobrych cenach.

 

A Ty jakie masz sposoby na oszczędności w kuchni? O czymś zapomniałam?  ;)

 

PS. Komoda progress 99%. Chcesz zobaczyć ją w nowej odsłonie. Zapisz się do newslettera!

 



  • Nel 4

    Bardzo fajny artykuł ? dużo o tym jak oszczędzać
    też tutaj http://jakzarabiacjakoszczedzac.blogspot.de/

  • Nie słyszałam o tych pojemnikach próżniowych! Gazetki i planowane zakupy – u mnie sprawdzają się świetnie, bo najgorsze zakupy, to te spontaniczne :)

  • Oszczędzanie na jedzeniu jest wbrew pozorom bardzo trudne, jakiś czas temu postanowiłam zdrowo się odżywiać i doszło do mnie, że zdrowsze produkty są niestety dużo droższe. Ale akurat wolę przeznaczyć więcej pieniędzy na zdrowe produkty, niż na coś innego. Zainteresowałaś mnie te Vacsy,

  • Ale napięcie z tymi piankami :) myślałam że pękną :) muszę sie w ten sprzęt zaopatrzyć, strasznie dużo jedzenia wyrzucam :(.

  • http://www.pomnazaniebudzetu.p

    Zgadzam się z tym, że planowanie zakupów, to ważna sprawa. Bez listy nie warto na nie wychodzić:)

    Moje sposoby na oszczędzanie opisałam na blogu: http://www.pomnazaniebudzetu.pl/jak-zaoszczedzic-na-jedzeniu

  • Ja chodzę na zakupy raz w tygodniu z listą w ręku. Jeśli czegoś zabraknie w trakcie wtedy dokupuję. I często sprawdzam gazetki w Lidlu czy Biedronce. Kiedyś miałam problem z kupowaniem nadmiernej ilości produktów, które były w promocji a ostatecznie i tak wyrzucałam je do kosza bo miały krótki termin przydatności do spożycia. U mnie natomiast pod dostatkiem zawsze ryż ;)

  • Justyna Witkowska

    oj, ja jestem z tego typu, co to gazetkują promocje od deski do deski.

  • ja uparcie śledzę gazetki promocyjne :)

  • Ja wyrywam strony z gazetek (głównie warzywa i owoce) aktualne zawsze mam na przywieszone na piecu :) Produkty, które się nie psują kupuję w dużych opakowaniach. Np. płatki owsiane w 5 kg workach.
    I jeszcze jedno, zawsze zabieram kanapki na podróż. Kupno czegoś na lotnisku, to dopiero jest wydatek.

  • Ja wiem, że nie każdy może, ale kto może – może hodować swoje warzywa ;) Spoooora oszczędność. No i planowanie – nie tylko zakupów, ale posiłków na tydzień. PRZYKŁAD: planujesz w poniedziałek udka, we wtorek zupę, we środę kurzy cyc, a w czwartek pieczone skrzydełka – kupujesz całego kurczaka. W następnym tygodniu czerwone mięso. A jak nie lubisz mięsa, to jak już kupisz dynię, to też planujesz ją na kilka dni – codziennie inaczej ;) Trzymam kciuki za wytrwałość!

    • Ja już nawet sobie nie wyobrażam nie mieć swojego ogródka. Cieszę się jak dziecko mając taką możliwość ;) Wiadomo, że ogródek wymaga pewnych nakładów pracy, ale kiedy już się zbiera plony to radocha jest na całego, a jaka wygoda ;)
      Z tym planowaniem to muszę ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć ;)

  • Planowanie zakupów to podstawa, bez tego ani rusz na wojne z oszczędzaniem. Ja na zakupy chodze raz w tygodniu, żeby uniknąć dodatkowych pokus. Tak jak napisała Kasia fajnie jest gotować z tego co akurat mamy pod ręką. Ja tak wpadłam na pomysł placków pomidorowych

    • Placki pomidorowe? Wow pierwsze słyszę. Jak się je robi? ;)

      • Wystarczy sparzyć pomidory. Tak, żeby łatwo zeszła z nich skórka. Potem pokroić bardzo drobno. Do tego dodać troche mąki żeby powstało coś o konsystencji ciasta naleśnikowego. Na koniec dodajesz przyprawy pieprz, sól, ja dodałam jeszcze słodką paprykę, chilli, odrobinę czosnku i drobno posiekanej cebuli. To wszystko smażysz na dobrze rozgrzanej patelni z odrobiną oliwy i gotowe :)

  • Dobry temat, też o nim ostatnio myślę i piszę. Ja staram się oszczędzać w ten sposób, że warzywa, owoce i nabiał kupuję raz w tygodniu w kooperatywie spożywczej i w trakcie tygodnia nic z tych rzeczy nie dokupuję. A druga sprawa: staram się wykorzystywać w gotowaniu to, co akurat mam w domu, bez robienia dodatkowych zakupów, gdy zabraknie mi jednego składnika. Staram się zastępować go czymś, co już mam. Takie #gotujtocomasz :) Ostatnio w ten sposób zrobiłam granolę, z tego, co miałam w szafce.

    • Bardzo dobra metoda. Też staram się wykorzystywać to co akurat mam ;)

    • Czy takie podejście na skutkuje tym, że jesz ciągle to samo?

      • Nie, no wiesz, robię też zakupy w spożywczaku, kupuję przyprawy, kasze, makarony, a w kooperatywie kupuję warzywa i owoce, nie zawsze takie same. W sumie w supermarkecie nie kupiłabym nic innego. A potem kombinuję, co z czym połączyć :)