EMIGRACJA CZY TO MA SENS ?

Emigracja czy to ma sens ?

Jeszcze nigdy nie pisałam na blogu w ten sposób. Z natury jestem skrytą osobą i nie lubię mówić o tym, co mnie boli. Wszystkie niepowodzenia, (jhnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn – kot też chciałby się wyżalić) czy te zależne ode mnie, czy nie, starannie kryję pod wieloma warstwami mojej duszy. Zdarza mi się często, że tą swoją irytację chciałabym wręcz wykrzyczeć, ale coś tak mocno ściska mnie za gardło, że nie potrafię wykrzesać z siebie, ani krzty słowa. Znasz to uczucie?

Uczucie kiedy starasz się z całych sił, poświęcasz całą swoją uwagę i nieraz czas wolny. Myślisz, przecież to w słusznej sprawie, sprawie, która zaowocuje nagrodą jaką jest docenienie. Nie śpisz po nocach, nie dojadasz, a Twoje drugie imię to Przemęczenie. Znowu myślisz, że to w słusznej przecież sprawie. Rodzice uczyli Cię że, bez wykształcenia niczego nie osiągniesz, pracy dobrej nie znajdziesz, rodziny nie utrzymasz i na wakacje nie pojedziesz. Niestety nie w tym kraju!

Co mnie tutaj irytuje?

Mnóstwo negatywnych doświadczeń sprawiło, że moja motywacja gdzieś przepadła i nie mogę jej odnaleźć. Nie wiem jak sobie z tym poradzić, chyba nikt nie zna cudownej recepty na zwalczenie tego stanu. A jakie to doświadczenia, tak fatalnie wpłynęły na moje samopoczucie? Naprawdę nic nadzwyczajnego, ale zapewne dotykające nie jednego mieszkańca naszego kraju.

  1. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać –  często nasze konwersacje, sprowadzają się do słownej walki, a jedynym naszym celem jest wygranie jej. Całkowicie zapominając, że gramy w jednej drużynie. Można by pokusić się o stwierdzenie "Jak na boisku naszej reprezentacji, tak w naszym życiu". W grupie siła, razem możemy coś zmienić. Ja jeszcze mam, nadzieję, że to nie są puste słowa.
  2. Nasza narodowa pasja – narzekanie – nie często mi się zdarza jeździć komunikacją miejską ( a muszę to zmienić bo w moim mieście mamy darmową!), ale kiedy już nadchodzi ta chwila, to jedyne co słyszę, to masowe narzekanie. Nie ma się co dziwić, Wersalu tu nie ma. Jednak z drugiej strony, jeśli coś mi nie pasuje, to czas to zmienić. Tutaj podstawą jest na pewno pkt. 1
  3. Kariera, czy to możliwe – zaczynam powątpiewać, że na "etacie" można to osiągnąć, bez znajomości czy ogromnego szczęścia. Z resztą nie ważne czy chcesz się pnąć po szczeblach kariery, czy spokojnie pracować na jednym stanowisku, jeśli w tym kraju jest to nie lada wyzwanie. Mąż mój zawsze mówi "co to za kraj, w którym listonosz, nie jest w stanie utrzymać się ze swojej pensji". Coś w tym jest. Brak poczucia bezpieczeństwa, taka może być puenta tego punktu.
  4. Kredyty na mieszkanie tylko dla wybrańców – tego na szczęście nie musiałam doświadczać, ale perspektywa wynajmowania mieszkania do końca swoich dni, absolutnie nie ma nic wspólnego z poczuciem bezpieczeństwa. Umowa na czas nieokreślony to często nie podważalny warunek. Kto dzisiaj jednak może dostąpić tego zaszczytu?
  5. Parytet płci w miejscu pracy? Problem dyskryminacji nadal jest tematem, mało poruszanym, niewygodnym, a na przestrzeni wielu lat, nie wiele się zmieniło. Moim zdaniem szczególną rolę odgrywa tutaj konflikt rodzina-praca. Możliwe, że wprowadzenie parytetu w pewnym stopniu pomogłoby w rozwiązaniu tego problemu. Z drugiej jednak strony, najpierw powinna zmienić się mentalność pracodawców, bo chyba tutaj tkwi problem. A pytanie o chęć posiadania dzieci, Panie pracodawco to nie Twoja sprawa!
  6. Pracodawca jako nasz Pan i Władca. Osobiście uważam, że najcenniejszym kapitałem każdej firmy, organizacji czy stowarzyszenia są pracownicy. To oni ją tworzą, są jej siłą napędową i tylko od pracodawcy zależy jak nią pokieruje. Tutaj główną rolę odgrywa satysfakcja podwładnych, niestety wielu zatrudniających nie zdaje sobie z tego sprawy. Wolą natomiast poniżać, inwigilować i zastraszać. Taka jest nieraz nasza rzeczywistość. A zadowolony pracownik, to bardziej efektywny pracownik z motywacją i zaangażowaniem. Pracodawco pomyśl o tym.

Podsumuje trochę humorystycznym akcentem, ale za pewne coś sie pod tym kryje ;)

7-10-polakow-zyje-w-stresie

Czynnie – nie biernie!

Te kilka spraw, które opisałam powyżej, często powodują u mnie tak skrajne odczucia, że najchętniej spakowałabym się i wyjechałabym gdziekolwiek. Jednak staram się wystrzegać zachowań impulsywnych, tłumaczę sobie, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, ale przede wszystkim, nie chcę sobie zarzucić nigdy bierności. Jeszcze nie wiem jak i jakimi środkami, ale jedno jest pewne – będę działać.

A co Wy o ty wszystkim sądzicie?

IMG_8068 IMG_8099 IMG_8162 IMG_8166

  • Pingback: Wyzwanie #familyphotoweek - podsumowanie tygodnia()

  • o bejbe

    Jeżeli twoja rodzina składa się z dziadków , babć czy ojca i matki posiadających emerytur lub kwotę pieniężną miesięczną minimum 2500 zł miesięcznie, to owszem.
    Natomiast jeżeli jesteś na w pół sierotą a twoja matka ma emerytury 500 lub 700zł na miesiąc, to odpuść sobie. Ja tak mam i już 3 emigracja mi się nie udała ( Londyn i 2-krotnie Holandia).
    Tak więc zaplecze finansowe rodziców lub dziadków albo babć gdy jest się w potrzebie jest niezbędne. O tym nikt nie mówi ale tak to wygląda.
    Dlatego jedni szydzą z drugich. Bo nie mówią skąd i od kogo mają zaplecze finansowe.

  • Nie ma co płakać nad wkradającym się pesymizmem tylko nieskrępowanie dać sobie od czasu do czasu chwilę na przekłuccie balona frustracji. Nie mówię tu o malkontenctwie ale raz na jakiś czas trzeba wypuścić nadmiar emocji. A do tego bardzo do rze nadają się blogi – bo prawie każdy ma tak samo jak Ty :)

  • Trafiłaś w punkt z tym postem.
    Nie żebym chciała przyznać Ci rację, tylko po prostu muszę…
    Mi nie chodzi już nawet o te wydatki bo wiadomo, raz na wozie, raz pod wozem (no, ale to wkurza, nie ukrywam), ale o to, że ciężko w tym kraju o ludzi uśmiechniętych, życzliwych. Mam sporo znajomych zagranicą, NIKT nie żałuje wyjazdu. Bardzo bym chciała wyjechać.

    • Wyjechać można zawsze! Trzeba się po prostu spakować, kupić bilet, wynająć sobie coś na miejscu i po prostu zamieszkać. Kiedyś tak zrobiłam :)
      Czy żałuję? Nie. Bo dzięki temu doceniłam nasz kraj :)Rozumiem absolutnie każdego, kogo wpieniają nieżyczliwi ludzie, chmurne niebo, progi pod nogami, względy ekonomiczne, jednak podzielam zdanie Arka Krzywodajcia, który napisał tak: ?Wielu naszych rodaków, także chrześcijan, uzależniło swoją miłość do kraju od statusu materialnego oraz poziomu życia, jaki może dać im Ojczyzna. Nie można kochać za pieniądze?
      Nie chcę stawać tak zdecydowanie po jednej stronie… ale warto to przemyśleć :) Ja TEŻ się tego uczyłam. Gdyby ktoś chciał zaczerpnąć inspiracji, zapraszam również na post pt.”Polski duch zwycięstwa czyli jaki Polak jest (nie)każdy widzi!” można wpisać w google, pojawi się)

      Ja w ogóle jestem ciekawa czy Patrycja zmieniła zdanie, co do emigracji, czy coś się zmieniło w ogóle? Patrycja, napisz jak z tą emigracją u Cie :)

      • Póki co do emigracji jeszcze daleko, chociaż często o niej myślę ;)

  • My z mężem jeszcze dwa lata temu myśleliśmy o wyjeździe do Niemiec. Mamy tam rodzinę to raz, a dwa strasznie nie podoba mi się Anglia, Irlandia…
    Wtedy kiedy planowaliśmy wyjazd, uważałam, że to kara dla nas. Wiesz… wykształceni, niegłupi itd, a było nam ciężko zawodowo. Modliłam się o to żebym nie musiała nigdzie jechać. Teraz mam świetną, naprawdę mega dobrze płatną pracę (na polskie realia to wręcz fantasy) i dochody z bloga. Czy żałuję, że NIE wyjechaliśmy? Tak. Bo czuję, że Polska wciąż jest wschodem, a nie zachodem. Czuję, że pełno w naszym kraju absurdów i utrudnień. Nie podoba mi się tutaj chociaż to przykre. Teraz trzyma mnie tu praca na jaką tam nie miałabym szansy i tylko to zadecydowało o tym, że nie wyjeżdżamy. Pozdrawiam i powodzenia!

  • O tak, bardzo się zgadzam! Cieszę się, że planujesz coś zmienić. Już samo zapewnienie o tym sprawia, że mam lepszy nastrój :) Trzeba zaczynać od siebie i widzę, że Ty to robisz. Gorzej, że nie wszyscy w Polsce tacy są. Niby chcą zmian, ale od razu na wielką skalę, więc nie czują potrzeby zmieniania własnych przyzwyczajeń. Na szczęście coraz więcej osób myśli pozytywnie. Mam wielką nadzieję i mocno wierzę w to, że rozejdzie się to na cały kraj, który jeszcze bardziej wypięknieje.

  • Oj..chyba mamy podobnie…

    Zapraszamy do nas: http://mokasyl3.blogspot.com/

  • Mam identyczne odczucia co Ty, ale jednak nie zdecydowałam się na emigrację. Chyba łatwiej byłoby przeprowadzić się do jakiejś mniejszej miejscowości, bo w Warszawie o jakiekolwiek relacje bardzo ciężko. Ale z drugiej strony może trochę łatwiej o pracę. Pozdrawiam i życzę, żeby wszystko się ułożyło!

  • Jakiś czas temu założyłam na FB grupę „Pozytywna Polska”, w której to jest zakaz narzekania :) Nie, żebym była patriotką taką, że hoho! Albo, żebym uważała nasz kraj za krainę mlekiem i miodem płynącą. Ale….
    latami nie mogłam sobie tutaj znaleźć miejsca, bo wkurzało mnie wszystko, a ja, jako społecznik, człowiek, który chce zmieniać świat na lepsze, nie mogłam zamienić niczego…
    To frustrowało.
    Zmieniłam nastawienie: postanowiłam rozpocząć krecią robotę- od zmiany swojego nastawienia, które miało za zadanie emanować. I to podziałało. Odkąd zaczęłam się koncentrować na pozytywach, nagle zaczęli się wokół mnie pojawiać tacy ludzie. Okazało się, że jest w tym pipidówku mnóstwo słońca! I że można tu coś zrobić! Choćby zmieniać ludzki dzień, uśmiechając się do ludzi na ulicy, w sklepie, w autobusie. Tylko to wymaga wyjścia z cienia…. i bycia tym promykiem padającym na ludzi. A oni… chętnie się nim ogrzewają i przekazują dalej. Sprawdzone!
    Kurczę, chyba napiszę posta na ten temat- zainspirowałaś mnie :D

    Pozdrawiam! Iwona

    http://motyw-kobiety.miejsce-akcji.pl
    http://www.miejsce-akcji.pl

    • Pozytywne nastawienie to połowa sukcesu, tez nieraz tego doświadczyłam, a ja w takim razie oczekuję na Twój artykuł ;)

      • Już nie trzeba oczekiwać. Jest :)

  • Hmmm ciekawy temat. Jeszcze niedawno powiedziałabym pełna optymizmu ze w Polsce nie jest tak źle, bo nie jest- mam porównanie. Ale mój entuzjazm trochę osłabł. Mieszkałam i pracowałam w Norwegii, studiowałam we Włoszech, mówię biegle dwoma językami obcymi, po skończeni studiów zaczęłam szukać pracy „na poważnie”. Znalazłam dość szybko, dość dobrze płatną. No właśnie”dość” – to co, że umowa na czas nieskreślony kiedy i tak nie mogę odłożyć na mieszkanie, ledwo udaje mi się utrzymać swoj samochód. Prowadzę budżet, odmawiam sobie kazdej zbędnej rzeczy, każdy grosz oglądam 10 razy przed jego wydaniem i zaczyna mnie to po prostu MĘCZYĆ. Jestem okropnie zmęczona tym, że muszę się pilnować, że nie mogę zaszaleć, że muszę pamiętać o odkładaniu pieniędzy na emeruture, ze każde większe oszczędności zgromadzone na moim koncie wyczyści pęknięta opona/ zepsuta tarcza w samochodzie. A moja koleżanka, która mieszka w Angli i zarabia tam średnia stawkę właśnie wymieniła sobie samochód i pojechała na wczasy. Zastanawiam się czy kiedykolwiek doczekam dnia kiedy nie będę musiała wybierać najtańszej opcji.

    Ot, takie niewielkie rozgoryczenie zaczyna we mnie kiełkować :)

    • Zdolniacha z Ciebie ;)
      Mnie najbardziej irytuje, właśnie ten brak poczucia bezpieczeństwa. A jeszcze bardziej to, że wydatki lubią chodzić parami. Tu zepsuta tarcza a na dokładkę silnik do wymiany. Zawsze kiedy, szykują mi się jakieś spore wydatki i cieszę się, że dysponuje jakimiś oszczędnościami, pojawiają się dodatkowe wydatki i klops. Chwilowe poczucie bezpieczeństwa idzie w zapomnienie ;)

      • Jakbym czytała o sobie, moje wydatki tez chodzą parami- nawet trójkami :)

  • W pełni się zgadzam z Twoją opinią i dodałabym jeszcze kilka punktów od siebie. Niestety z perspektywy czasu uważam, że wyprowadzenie się z Polski za granicę to najlepsza decyzja jaką podjęłam do tej pory w życiu.

  • Klaudia

    Czesc kochana. Chcac nie chcac czasem zycie stawia nas w takiej sytuacji ze opuszczamy ze lzami w oczach nasz kraj. Tak bylo ze mna. Nie zaluje ze wyjechalam, wyjechalam by pomoc mamie w ciezkiej sytuacji. Za krajem nie tesknie, tesknie za ludzmi. Mimo ze chcialabym wrocic do pl nie mam perspektyw na dalsze zycie w pl. Nie mam do czego wracac. Nie bylo by dnia kiedy nie mysle o polsce. Ale dzieki Bogu, Bog daje mi sile. Teraz mam porownanie jak zylam w polsce a jak zyje teraz i na co moge sobie pozwolic. Jest latwiej zyc. Ale co z tego? Jakim kosztem? Rozdarte serce pomiedzy krajem.gdzie jest cala moja rodzina a krajem gdzie moge zyc spokojnie nie martwiac sie o jutro. Czesto tym ktorzy zyja w naszym kraju wydaje sie ze Ci ktorzy siedza na wyspach zyja w ubostwie, zaravbiaja kokosy itp. Tutaj rowniez mamy oplaty i wydatki. Pozdrawiam i sciskam :*

    • Dokładnie! Często wiele osób zapomina o tęsknocie. O tym, ze za granica jesteś skazany na siebie bo nawet jeśli masz masę znajomych to w ciężkiej chwili może zabraknąć ich wszystkich. Ciężko jest żyć za granica i wielu ludzi , zanim kupi bilet, musi sobie to uświadomić.

    • Najgorzej kiedy życie zmusza nas do wyjazdu, z drugiej jednak strony jest to wielki kopniak motywacyjny. Szkoda, że każde rozwiązanie niesie za sobą pewne konsekwencje, z którymi musimy się zmierzyć. Tęsknota… znam to… po roku mieszkania w stolicy wróciłam, chociaż może dzisiaj podjęłabym inną decyzję…

      • Ale spróbowałaś! Walczyłaś! Przecież o tym piszesz, ze dalej walczysz o przyszłość w Polsce. Ja gdybym wiedziała jak będę rozgoryczona po dwóch latach w mojej wymarzonej pracy też pewnie zostałabym w Norwegii i dalej sprzątała hotel. Ale wróciłam – czasami żałuje, ale wiem że kilka lat temu powrót był dla mnie jedyną opcją, która wchodziła w grę. Może to przez dzisiejszą pogodę jesteśmy takimi pesymistkami dzisiaj? :)

  • Ktoś to wyżej mówi o pesymizmie. Nawet będąc realistą idzie zauważyć, że tutaj nie ma przyszłości. Mam niecałe 18 lat, a już teraz czuję, wiem to, że będąc w takiej sytuacji jakiej jestem nie mam szans na normalną przyszłość w naszym kraju. Życie od pierwszego do pierwszego i… z czego tu sie cieszyc? Jak optymistycznie na to patrzeć? Nie rozumiem. Również najchętniej bym wyjechała, bo nic mnie tutaj nie trzyma.

    • Z drugiej strony to od nas samych zależy czy chcemy to zmienić. Czasem jest trudno i beznadziejnie, ale bez walki ja nie chcę wyjechać… jeszcze nie

      • właśnie, ja dalej walczę. Ale trochę słabnę i boje się tego, boję się do tego przyznać.

  • Wszystko co napisałaś niestety jest prawdą. Sama często zastanawiam się nad wyjazedem zostawieniem wszystkiego , rozpoczęciem nowego życia, jednak podobnie jak Ty staram się nie kierować impulsem, też jestem zdania wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.

    Pozdrawiam

    • gosc

      Napisalas, ze w Naszym kraju pracodawcy wykorzystuja, ponizaja itd.pracownikow do tego dochodza tzw.umowy smieciowe. Myslisz nad wyjazdem.
      Ja 2 lata temu wyjechalam do Norwegii, mialo byc latwiej, lzej, normalna praca, umowa a tu…..to samo co w Polsce z ta roznica, ze jest troszke lzej.
      Praca jest ale na czarno u Norwega oprocz tego dodatkowa praca w hotelu ze smieciowa umowa.
      I ta okropna swiadomosc, ze zawsze bedziemy tutaj TYLKO polakami, norwegowie nas nie szanuja a przede wszystkim polacy na obczyznie sa dla siebie wrogami.

  • Znajomy.

    Jesteś bardzo ładna i miłą dziewczyną. Pokonujesz wszystkie trudności, a tu widzę wkradający się pesymizm. Co z Tobą! Wiem, że się nie poddasz i ten pesymizm zostanie zastąpiony optymizmem. Pozdrawiam serdecznie. Znajomy.

    • Znajomy-nieznajomy to fakt, staram się pokonywać trudności, które napotykam na swojej drodze, czasem niestety przychodzi czas zwątpienia, ale po burzy zawsze wychodzi słońce i czas kolejnych walk ;)

      • Znajomy.

        Znajomy-znasz go. I tak trzymaj. W życiu nic nie przychodzi łatwo, o miejsce w społeczności niezależnie od tego gdzie się jest trzeba walczyć. Pozdrawiam.