Dzień, który zmienił wszystko!

 

Z pewnością znasz ten stan kiedy myślisz, że gorzej być nie może, a lepiej nie istnieje. Kiedy nawet tabliczka czekolady, a nawet kieliszek ulubionego wina, nie wiele pomoże, a może jeszcze pogłębić ten stan. Stan kiedy życie traci sens, a Ty jak zombie włóczysz się bez celu po wszystkich kątach. Jedyne o czym marzysz to przestać myśleć, przestać istnieć.

Przerwa

Pewnie zastanawiasz się dlaczego od połowy stycznia na blogu nastała totalna cisza. Być może przeszło Ci przez myśl Malinowska olała sprawę, zabrakło jej tematów lub po prostu znudziło jej się blogowanie, a maszynę do szycia sprzedała w najbliższym lombardzie. Niestety życie czasem tak się układa, że jednego dnia jesteśmy szczęśliwi, a kolejnego już sięgamy samego dna.

Tak właśnie rozpoczął się dla mnie ten rok. Poprzez euforię do skrajnego załamania, żeby znowu zasmakować prawdziwego szczęścia. Czasem zastanawiam się gdzie jest granica, ile człowiek może znieść. Jak wielki musi być ból, żeby powiedzieć STOP – KONIEC. Może nigdy jeśli ma się po co żyć.

 

Szczęśliwy początek

Na początku był chaos. A później wielkie sprzątanie i układanie. Segregowanie myśli, marzeń i planów. Ładne zebranie wszystkiego razem i opublikowanie wszystkiego we wpisie Mój plan na rok 2016! Z dużym uśmiechem. Wtedy jeszcze potrafiłam się śmiać. A planowanie miało dla mnie wielki sens. Dzisiaj już wiem…

 

Jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich pla­nach na przyszłość.

Woody Allen

 

Na ironię losu, żadnego z 6 punktów nie zrealizowałam nawet w 1%. Nie! Trzeci wypełniam stale w 100%. Na szczęście ten najważniejszy. Ten, który uszczęśliwia mnie każdego dnia, daje siłę, powód do życia i uśmiechu na twarzy.

Pamiętam doskonale ten moment, dokładnie 23 stycznia, w wielkim stresie jechaliśmy na badanie połówkowe. Kiedy wchodziliśmy do gabinetu serce waliło mi tak mocno, ze widziałam jak porusza mi się cała klatka piersiowa. Chwilę później ogarnęło mnie uczucie jakiego nie znałam jeszcze dotąd. A była to prawdziwa ulga. Karolinka okazała się zdrowym bobaskiem, szczęśliwie pływającym w swoim brzuszkowym baseniku. Na domiar wszystkiego Mężozwierz został Panem Inżynierem. Obronił się w pierwszym terminie, dostając stypendium dla najlepszych studentów. Ale rozpierała mnie duma. A szczęścia nie sposób było opisać. I wtedy wszystko musiało się spie…

 

Początek końca

Każdy człowiek się czegoś boi. Tak myślę. Ja obawiam się wielu rzeczy. Uciekam kiedy widzę pająka, albo kiedy w pobliżu lata szerszeń. Czasem mam lęk wysokości. Często klaustrofobię. Jednak najbardziej całe życie obawiałam się straty. Może dlatego, że doświadczyłam jej już w najmłodszych latach. Było to dla mnie koszmarne przeżycie. Tak też, odkąd Mężozwierz zdobył moje serce (a łatwo mu nie było), zaczęłam się niepokoić, czy przypadkiem to uczucie znowu nie powróci. Równie mocno i przez całe swoje życie prześladowało mnie to odczucie w stosunku do mojej mamy. Tak bardzo się tego bałam, że czasem mroziło mi to krew w żyłach. W zasadzie tak przez wiele lat mnie to paraliżowało, a jednocześnie nie dopuszczałam tego do myśli. Tak bardzo tego nie chciałam, że wmówiłam sobie, ze to się nigdy nie stanie. Aż nadszedł czas aby się z tym zmierzyć. I wtedy wszystko się posypało…

 

Styczeń z pięknego radosnego miesiąca zamienił się w czas lęku, cierpienia i płaczu. Diagnoza rak. Mama chudła w oczach. Ja na wszelkie sposoby starałam się jej pomóc. Poruszyłam niemal niebo i ziemię. Tak bardzo wierzyłam, tak mocno walczyłam i każdego dnia w tej walce wspierałam moją Mamusię. Do domu wracałam tylko spać. Przeczytałam cały internet, książki, publikacje, blogi. Dzwoniłam po szpitalach. Robiłam mnóstwo rzeczy żeby ją ratować. Było coraz gorzej. Ja jednak ciągle miałam w sobie wiarę. Jednak kiedy przestała wstawać z łóżka, mój strach dosięgnął zenitu. Byłam pomiędzy młotem a kowadłem. Bałam się cokolwiek czuć. Bałam się o Mamę, bałam się o siebie, ale przede wszystkim o Karolinkę.

Marzec okazał się miesiącem totalnego załamania. Ze snu wybudził mnie dźwiek telefonu. Godzina około 23. Zamarłam. Zanim odebrałam, już wiedziałam. Spojrzałam na męża. On też zamarł. W końcu nacisnęłam w telefonie zieloną słuchawkę.  Nie wiele pamiętam z tej rozmowy. 03.03.2016 Mamusia odeszła… Przed śmiercią powiedziała tylko, że nie ma już siły.

Chroniła mnie do ostatniej chwili. Chroniła Karolinkę, swoją ukochaną wnuczkę. Kochała nas. Walczyła do ostatniej chwili. Nigdy się nie poddała. Nie żaliła się. Dzielnie znosiła ten okropny ból. Będę podziwiać ją do końca swoich dni. To moja bohaterka.

 

Początek szczęścia

Nie da się opisać jak ciężko żyć po takiej stracie. Jak ciężko kiedy pod sercem nosi się drugie serduszko. Kiedy trzeba się wziąć w garść, w momencie kiedy tak trudno odbić się od dna. Kiedy łzy płyną strumieniami, a dla dobra dziecka, próbujesz pokonać je uśmiechem. Nieustanna walka smutku z radością.

To wszystko musiało odbić się na ciąży. Od śmierci moje Mamy Karolinka stopniowo coraz mniej przybierała na wadze. Kolejny stres dołożony do wszystkich innych wydawał się nie do zniesienia. W 39 tygodniu lekarz podjął decyzję o wysłaniu mnie na obserwację do szpitala. A nawet postraszył cesarką, jakby tego wszystkiego było mało…

26.06.2016 godzina około 6:30 zrobiono mi rutynowe badanie KTG. Mała miała się bardzo dobrze w brzuszku, co bardzo mnie uspokoiło. 7:30 Wstałam żeby wziąć tabletkę. Dzień jak co dzień. Nagle poczułam coś mokrego. Zaczęło się. Godzina 18:10 – 2620g i 52cm okazało się największym szczęściem w życiu. A dzień Matki nie jak sądziłam najgorszym, a jednak najlepszym dniem w roku.

 

Dzień, który zmienił wszystko!

Życie jest nie przewidywalne. Potrafi zaskoczyć. A wszystko w ułamku sekundy może się zmienić o 180 stopni. Dlatego warto wierzyć i warto żyć. Wykorzystywać każdy dzień i być szczęśliwym.

 

  • Ania

    Znam Twój ból, Twoją tęsknotę i Twoje niedowierzanie.
    Moje życie załamało się dokładnie w dniu miłości-14 lutego 2016 roku. W dniu w którym ludzie okazywali swoją miłość i szczęście, ja straciłam najważniejszą i najwspanialszą osobę mojego życia-straciłam mamę. Podobnie jak u Ciebie, zabrała ją choroba-rak. Pomimo tego, że chorowała od wielu lat, nie dopuszczałam do siebie myśli, że kiedyś ktoś może mi ją odebrać. Na pewno nie wtedy, gdy sama się dowiedziałam, że niebawem zostanę mamą małej dziewczynki.
    Ja również byłam z moją mamą do ostatniej chwili. Widziałam jak gaśnie i nie mogłam zrozumieć dlaczego życie jest tak niesprawiedliwe.
    Moja mama była najsilniejszą, najwspanialszą i najbardziej wyjątkową mamą jaką mogłam sobie tylko wymarzyć. Tęsknie za nią w każdej minucie, każdego dnia. Mnie i mojemu rodzeństwu zostawiła wiele ale przede wszystkim nauczyła nas być dla siebie i taty wsparciem. Pokazała miłość absolutną- jak to mama-sama wiesz… Rodzina i wzajemne wsparcie-to pozwala nam żyć, daje namiastkę normalności- pomimo ogromnej straty, mam szczęście, że mam tak wspaniałą rodzinę- tatę, rodzeństwo, dziadków i przede wszystkim męża, który po prostu wie…po prostu wspiera, po prostu kocha!
    Za 7 dni na świecie pojawi się moja córka i nadal nie potrafię się pogodzić z myślą że nigdy nie pozna swojej babci, ale wiem że będzie nad nią czuwać Anioł Stróż-najpiękniejszy i najwspanialszy-bo takie są mamy!
    Wiem, że Ci ciężko, ale wiedz proszę, że nie jesteś sama! Kochaj i daj się kochać, a Twoja mama zawsze jest i będzie przy Was- przy Tobie i Twojej córeczce!
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo siły-musimy uwierzyć w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

  • To, co opisałas ja przeżywam teraz. Od prawie 3 tygodni nie mam taty. Dokładnie to samo, strach i ból brzucha na samą myśl. Choroba i potem koniec.

    Ps.gratulacje z okazji narodzin

  • Mocny wpis. Ja też straciłam moją mamę i wiem, co przeszłaś. Tylko ja nawet nie miałam szansy pożegnać się z nią, bo zmarła nagle, bez żadnej choroby ani wcześniejszych sygnałów, że coś jest nie tak. I nie miałam wtedy nikogo poza ojcem, z którym nie najlepiej się dogadywałam. Ale tak to już jest w życiu.. raz pod górkę, raz z górki. Mimo wszystko trzeba z optymizmem patrzeć i cieszyć się tym, co mamy. Gratuluję córeczki :)

    • To bardzo trudne kiedy nie można tak ważnej osobie powiedzieć jak bardzo się ją kocha.Ja w całej tej tragedii miałam to szczęście żeby powiedzieć jej jak ją kocham i jak bardzo jest dla mnie ważna. I chociaż mała to pociecha, dziękuję każdego dnia, że mogłam z nią być w tych ostatnich chwilach. Jednak myślę i mam nadzieję, że tam z góry oni wszyscy widzą naszą miłość do nich. I mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy…