ROZWÓD – W ZNISZCZONYM GNIEŹDZIE NIE MA CAŁYCH JAJEK

rozwód

 

Trudne tematy mają to do siebie, że bardzo często ich unikamy…

Od kilku godzin próbuję się zmobilizować i napisać. Jednak zamiast pisać robię wszystko, co tylko możliwe, aby skutecznie, od tego trudnego dla mnie tematu uciec. Im bardziej staram się coś wystukać na klawiaturze, mój nastrój wprost proporcjonalnie pogarsza się. Jeszcze dobrze nie zaczęłam pisać, a już mi się nic nie chce…

Jednak pomimo wszystko powtarzam sobie jak mantrę, wyrzuć to z siebie, uświadom innym, jak ich decyzje mogą wpływać na najbliższych, opowiedz swoją historię…

Czym jest rozwód dla dziecka

Moja historia, mój smutek, moja tęsknota…

Kiedy miałam mniej więcej 5 lat, moje życie zmieniło się nieodwracalnie. Pewna cząstka serca umarła. Na zawsze. Trwale. A życie przeplatały na zmianę wszechogarniająca tęsknota, rozdarcie i smutek.

Kiedy tak dłużej się zastanawiam i wracam myślami wstecz okazuje się, że niewiele pamiętam. Być może, nie chcę pamiętać. Być może, wyparłam je z mojej świadomości. Być może, te doświadczenia były zbyt bolesne, aby wypełniały moje życie. Być może, tak było łatwiej.

Pamiętam jednak pewną sytuację, która wyryła mi się w pamięci, tak bardzo, że do dzisiaj czuję ten wyjątkowy smutek.

Nie pamiętam jaki to był dzień, jaka pogoda panowała za oknem, ani koloru ścian. Dla mnie wszystko było szare. W mojej świadomości jednak maluje się obraz małej, bezradnej dziewczynki, siedzącej w swoim pokoju, w samym jego rogu, skulonej, pod rozłożonym parasolem. Tak jakby wszystko wskazywało na to, że spadnie deszcz. To nie deszcz, to płacz. Pokój wypełniała pustka. I materialna i niematerialna. W pomieszczeniu była tylko wąska szafa, łóżko i parasol. Więcej nic. Poza smutkiem oczywiście. Wszystko co ją wcześniej otaczało, przestało istnieć. Brakowało tak wielu przedmiotów, które wypełniały jej świat. Ale najbardziej brakowało Jego. Tego, którego nigdy nie poznała tak naprawdę, tego, którego nie odzyskała nigdy…

Pamiętam również dni kiedy, mała dziewczynka siedziała i czekała. Czasem nawet godzinami. Okno było jej tak bliskie w tym oczekiwaniu. A on nie przyjeżdżał. Znowu w tej palecie dominowała czerń…

… Łzy ponownie pojawiały się w jej oczach. Płakała w ukryciu. Wstydziła się swoich uczuć. Czuła się winna. I tak beznadziejna…

 

Rozwód nie zawsze wpływa na dziecko

Nigdy do końca nie byłam świadoma jak dokładnie wpłynął na mnie rozwód. Jednak zawsze byłam pewna tego, że konsekwencje tego zdarzenia żyją we mnie do dnia dzisiejszego.

Kilka lat temu rozmawiałam z pewną dziewczyną. Padł temat rozwodu. Przedstawiłam swoje zdanie w tym zakresie. Po czym usłyszałam takie oto słowa owej koleżanki:

"Nie zgadzam się z Twoim poglądem, mam koleżankę, której rodzice są po rozwodzie i na nią w żaden sposób to zdarzenie nie miało wpływu."

No tak nie znam się, ale się wypowiem. Pozostawiłam chyba to nawet bez komentarza. A może próbowałam wytłumaczyć. Nie ważne. Ciekawi mnie jednak fakt, że ona była tego tak bardzo pewna, jakby sama to przeżyła. To chyba po prostu taki typ człowieka "Wiem najlepiej".

Nie żebym wyssała to sobie z palca, czytałam sporo publikacji dotyczących wpływu rozwodu na dzieci. Niestety jak się okazało prawie zawsze w mniejszym, bądź większym stopniu wpływa to na dzieci i ich dorosłe życie. Nie ma nawet tutaj znaczenia wiek dziecka. Tutaj wpływ zawsze ma stosunek rodziców do dziecka i do siebie samych. Czy i jak wspierają dziecko. Czy mu tłumaczą co się dzieje…

Rozwód rodziców to dla dziecka koniec czegoś, co było ich całym światem, wyznacznikiem wszystkich wartości. A teraz wszystko to, w co wierzyły skończyło się, popsuło, nie istnieje.

Często dorośle dzieci rodziców rozwiedzionych (DDRR), nie są nawet świadome, jak bardzo to wydarzenie wpłynęło na ich życie. A wpłynęło w jakimś stopniu na pewno. Tym bardziej jeśli, skutki są podobne jak te u dzieci alkoholików.

Polecam do posłuchania i przeczytania lektury ks. Grzegorza Poloka. Warto zajrzeć też na stronę Rozwinąć Skrzydła. Stamtąd można pobrać ebook i audiobook.

 

Tęsknota nie ma końca

Mała dziewczynka i tęsknota to dwie siostry, tak sobie bliskie, że wypełniały się wzajemnie. A tęsknota zdaje się nigdy nie miała końca. Jej początek we wspomnieniach zaciera się.

Nawet kiedy on był blisko, emocjonalnie był lata świetlne od niej. Ten dystans był nie do pokonania. Nie pomagały żadne treningi. Im bardziej się starała, tym bardziej dystans nie zmniejszał się. Zaczęła się obwiniać. Bardziej i bardziej. Pomimo tego chciała być lepsza, coraz lepsza. Aby zasłużyć chociaż na chwilę uwagi, na małe miłe słowo, na jedno spojrzenie. Im bardziej chciała być lepsza, tym gorzej znosiła porażki. A każda z nich jeszcze bardziej ją pogrążała. W efekcie wcale lepsza nie była.

Wpadła w spiralę perfekcjonizmu. Nie potrafiła doprowadzić do końca wielu zadań. Te wciąż nie były zbyt dobre, lepsze, nie zasługiwały na to żeby je skończyć.

 

O sobie, nie wiele, nic…

Zagubiona, smutna. Przyrzekła sobie wieczny smutek. Beznadziejna, brzydka, i głupia. Z takim obrazem siebie budziła się każdego dnia.

Dziś.

Stawia na nowo pierwsze kroki. Zaczyna wierzyć w siebie. Zaczyna kochać siebie. I żyć!

 

Możliwe skutki

Każde dziecko, czy dorosły, który doświadczył tak ciężkiego doświadczenia jakim jest rozwód rodziców, inaczej to przeżywa. Inne też konsekwencje niesie za sobą to zdarzenie. Ja mogę napisać tylko o tych, których sama doświadczyłam i których obecnie jestem świadoma.

  • problem nawiązywania kontaktów
  • tłumienie swoich emocji
  • brak pewności siebie
  • niska samoocena
  • perfekcjonizm
  • głęboko zakorzeniony gniew

 

Historie pisane przez życie

Moja historia jest jedną wielu tysięcy podobnych. Zawsze smutnych, przepełnionych goryczą i tęsknotą.

 

"Moi rodzice rozwiedli się 4 lata temu, mam 28 lat. Mimo dorosłego wieku, zachowanie ojca w trakcie i po rozwodzie z mamą, wpłynęło na mnie ogromnie – kontakt mamy jedynie smsowy w przypadku urodzin. Ojciec rozwodząc się z mama, rozwiódł się też z córkami – powiedział, że nie potrzebujemy już ojca, bo jesteśmy dorosłe, a on tworzy nową rodzinę. I mimo tej dorosłości jest to coś, z czym nie mogę sobie poradzić – dawniej córeczka tatusia, przysłowiowe oczko w głowie, a dziś tylko "wszystkie naj" raz w roku smsem. Teraz planuję ślub i nawet nie wiem, czy ojca zaproszę, a marzyłam kiedyś o tym, żeby prowadził mnie do ołtarza…"

Anonimowo

***

"Nie wiem jak to jest gdy rodzice po rozwodzie nadal utrzymują kontakt ze sobą, a zwłaszcza z dziećmi. W moim przypadku niestety te spotkania były rzadkie i bardzo wymuszone ze strony ojca. Brak autorytetu w postaci ojca na pewno pozostawił ślad na mojej młodej psychice. Może dlatego miałam problem z nadwagą i akceptacją siebie. W podstawówce był to powód do wyśmiewania się, zarówno z wyglądu jak i braku akceptacji. Na szczęście moja mama jest silną kobietą, dającą radę wychować nas na dobrych ludzi, z pomocą babci jakoś wiązała koniec z końcem. Był taki moment, gdy żyliśmy z jej pensji (najniższa) i 175 na dziecko. Dlatego do dziś ją podziwiam i może dopiero teraz doceniam jak silna jest i przedsiębiorcza. Do pewnego momentu starałam się zabiegać o kontakt, jakieś spotkania, ale po mojej 18, gdy nie przyjechał mimo że był zaproszony, uznałam, że dość płaszczenia się. Po 17 latach już nie sprawia to takiego bólu, przyzwyczaiłam się. Najgorsze było takie rozdarcie wewnętrzne, że nie rozumiałam dlaczego go nie ma, obwiniałam o to mamę, niesłusznie. Moja sytuacja jest na tyle ciekawa, że ojciec zrobił nam to samo, co jego ojciec jemu…"

Paulina

***

"Moi rodzice rozwiedli się, kiedy miałam kilka lat. Pięć? Sześć? Nie pamiętam. Ale pamiętam, jak przed ich rozwodem stałam pod drzwiami salonu i płakałam, słysząc krzyki i kłótnie, które stały się normą. Później zostałam sama z mamą, ojciec zjawiał się raz na rok, przynosił byle jaki prezent i pytał, ile już mam lat i do której chodzę klasy. Alimenty, zamiast od niego, dostawałam — z resztą do dziś dostaję — od dziadków. Prezenty na święta, urodziny i Dzień Dziecka też. Nigdy nie tęskniłam za ojcem i nie uważam, żeby było bez niego źle. W końcu zupełnie mnie olał. Kiedy miałam siedem lat, dał mi autko na sterowanie. Chyba zapomniał, jakiej płci jest jego dziecko. Miałam dwanaście lat i ubierałam się tylko na czarno, gdy przyszedł z różową skrzyneczką w księżniczki. Tym razem pamiętał, że jestem dziewczyną, ale zupełnie mnie nie znał. Te kilka razy, kiedy wpadał, zanim w świetle prawa stałam się dorosłą kobietą, potrafił tylko krytykować i osądzać, do tego próbował mną rządzić. Mama ci pozwala, ale ja nie. Nie będziesz ze mną dyskutować, jestem twoim ojcem. No jasne. Nie widziałam go już od kilku lat. Nie było go na mojej osiemnastkowej imprezie, nie odwiózł mnie na studniówkę, nie trzymał kciuków, kiedy pisałam maturę i nie cieszył się razem ze mną, gdy dostałam się na studia. Nie uważam, że to źle. Cieszę się. Cieszę się, ale mimo to czuję się źle z tym, że jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców. W podstawówce musiałam zostawać na świetlicy, jeśli mama nie mogła mnie odebrać zaraz po lekcjach. Dzisiaj trochę się zmieniło i największym problemem związanym z byciem z rozbitej rodziny nie jest już fakt, że nie mam z kim zostać po lekcjach, albo, że koledzy z klasy patrzą współczująco, kiedy mówię, że ojciec z nami nie mieszka. Teraz to ja jestem problemem. Od kilku lat jestem z chłopakiem, którego sprawdzam na każdym kroku. Zdaję sobie sprawę, że jestem chorobliwie zazdrosna, ale paraliżuje mnie myśl, że mógłby mnie zostawić, tak jak mój ojciec zostawił mamę. Nie potrafię się opanować — muszę wiedzieć, co, kiedy i z kim robi. Zabijam wzrokiem każdą dziewczynę, na którą patrzy, albo która patrzy na niego. Boję się, że któregoś dnia będzie miał tego dość i odejdzie przez to, że chcę go przy sobie zatrzymać. Albo, że po prostu znajdzie sobie inną. Albo, że jestem genetycznie skazana na bycie porzuconą."

Anonimowo

 

Czy to mniejsze zło?

Zdaję sobie sprawę, że czasem rozwód to jedyne wyjście. Jednak patrząc na ilość rozwodów, zaryzykuję i stwierdzę, że większość z nich to takie pójście na łatwiznę. Często ludziom wydaje się, że tam gdzie nas nie ma jest lepiej. Sama wiem jak czasem trudno się dogadać, jak problemy życia codziennego wpływają na małżeństwo. Jednak zawsze kiedy nachodzi mnie myśl o rozwodzie, zaczynam się zastanawiać, jakie skutki przyniesie i jak można pracować nad sobą i małżeństwem. Nie mam dzieci, nie mogę, może póki co. Jeśli ten cud jednak by się zdarzył. Zrobiłabym, zrobilibyśmy wszystko, żeby stworzyć kochającą, wspierającą i dobrą rodzinę.

Czasem warto pomyśleć o tym co mogę zmienić w sobie, żeby było lepiej, żeby spróbować żyć lepiej, razem, wspólnie. Najważniejsze żeby ze sobą dużo rozmawiać i wspierać się wzajemnie…

 

  • Monika Kuczyńska

    Czasami rozwój jest najlepszy nie tylko dla rodziców, ale także dla dziecka… Wiem to po sobie
    Czytam Twojego bloga od dawna i pierwszy raz postanowilam cos napisac, bo potrzebuje opinii, a moze raczej porady. Co myslisz o kursie Instant Influence http://www.inicado.pl/kurs?cid=7210 Czy warto w ogóle w to inwestować. Kiedyś bym pewnie się nad tym nie zstanawiała, ale chłopak mnie przekonał…a raczej przekonuje, bo nadal potrzebuje porady ;) Będę wdzieczna za odpowiedź :) Pozdrawiam :)

  • Franek

    no to poznaliście historie z jednej strony….

    sam jestem po rozwodzie ale o dziecko dbam i wydaje mi się ze ma wiecej miłości aniżeli maiłoby w rodzinie w której nie było żadnych szans na miłość,

    ale jeżeli twój ojciec zapomniał o tobie całkowicie to zapomnij o nim, ale pomimo tego nie zapopminaj o czwartym przykazaniu

    • Nigdy o tym nie zapomniałam ;)
      PS. Dla mnie nie ma znaczenia, czy rozwód nastąpił, czy w rodzinie doszło do rozpadu emocjonalnego. Każda z tych sytuacji może pociągnąć za sobą poważne konsekwencje dla dziecka. Ale tam gdzie jest miłość, i emocjonalna równowaga jest łatwiej ;)

  • „Rozwód z moim ojcem to najlepsze co mogłaś dla mnie zrobić.” słowa mojego syna, dorosłego syna. gdy miał 10 lat sam do niego zadzwonił i powiedział, że nie chce już mieć z nim nic wspólnego. nigdy nic złego na jego temat synowi nie mówiłam, Zaskoczył mnie tym strasznie. Dzieci widzą i słyszą, głupie nie są. Teraz ma wspaniałego ojca i normalną rodzinę, od wielu wielu lat. Niektóre dzieci same błagają swoich rodziców, by się rozwiedli. Wszystko zależy od tego, jak dzieci na rozstanie rodziców zostali przygotowani, jakie potem panują relacje. W patologicznych rodzinach często obwinia się dzieci, nawet nie bezpośrednio. Wystarczy, że matka stale narzeka, jak jej ciężko, a dzieci biorą to do siebie. Stąd tak ogromne poczucie winy w dzieciach z takich rodzin. Sfrustrowane matki potrafią w złości do męża czy byłego męża wykrzykiwać dzieciom, że były wpadką albo, gdyby nie one, to byłoby lepiej. Na mojego syna mój rozwód wpłynął tak, ze doznał ulgi i jest szczęśliwy. Każdy przeżywa rozstania na swój sposób, nie ma reguły. Ważne, żeby dziecko było przygotowane na rozstanie rodziców, by nie było kartą przetargową w rozgrywkach rodziców i by wiedziało, że to nie ich wina. Pozdrawiam. Vika

    • Ja wiele razy czułam, ze rozstanie rodziców było lepszym wyjściem niż tkwienie w takim związku. Jednak pomimo wszystko cała ta sytuacja wywarła na mnie spore piętno i konsekwencje. Teraz muszę sobie wiele rzeczy poukładać w głowie, ale dam radę. Wiem to ;)

      • Pewnie, że dasz! Każdy z nas bez względu na to z jakiej rodziny pochodzi i czy dochodziło do rozwodu czy nie, musi sobie poradzić z wieloma „potworami” w swoim sercu i głowie :) Życzę powodzenia. Vika

  • Bardzo trafny tytuł, podoba mi się :) Zastanawiam się czy rozwód może mieć pozytywny wydźwięk np. gdy w domu jest przemoc? Wtedy robi się to po to, aby chronić dzieci i zadbać też o swoje zdrowie psychiczne… Gdyby znaleźć chociaż jeden plus takiej sytuacji to i tak nic nie zrekompensuje cierpienia oraz nadwyrężenia psychiki.

    • Wydaje mi się, że wtedy to jest już mniejsze zło. Wszędzie tam gdzie jest przemoc to sytuacja jest już podbramkowa…

  • Moi rodzice rozwiedli się, kiedy miałam osiem lat. I powiem szczerze, że nie wywarło to na mnie większego wrażenia, ale dlatego, że wiedziałam, że tak powinno się stać. Znacznie gorszy był fakt, że ojciec mieszkał nadal z nami przez długie lata. Jestem zdania, że to relacje między rodzicami mogą mieć największy wpływ. Nawet jeśli rozwód jest dla dziecka szokiem, to z czasem (o ile rodzice wzajemnie się szanują i okazują miłość dziecku) jest w stanie zaakceptować sytuację i zrozumieć, że to się zdarza. Natomiast napięte relacje między byłymi małżonkami i stopniowe oddalanie się np. ojca od dzieci może zostawić trwały ślad w psychice.

  • Rozwód zawsze ma wpływ na dziecko. Przeraża mnie jak teraz ludzie lekko podchodzą do ślubu, robią sobie dzieci, a po kilku latach im się nudzi. W najgorszej sytuacji pozostaje bezradne dziecko. Nawet gdy rodzice zostają „przyjaciółki” codzienność wygląda już inaczej. Niestety częściej jest tak, że rozwiedzeni skaczą sobie do oczu, a dziecko jest kartą przetargową

  • Doskonale Cię rozumiem, byłam dorosłą kobietą, kiedy moi rodzice rozwiedli się, a mimo to nadal towarzyszy mi strach :( Miałam 23 lata, byłam tuż przed ślubem, zaczynałam pisać pracę magisterską, miałam tyle planów i nagle trach….. Mama wpadła i oznajmiła, że się wyprowadza, że ma dość… wiedziałam do kogo odeszła, spotykała się z Nim…. Widok Taty, kiedy o wszystkim się dowiedział… Jego ból, moje cierpienie… z Mamą przez kolejne 5 lat nie miałam kontaktu, docierały do mnie strzępki informacji o tym gdzie jest… była w Kościele na naszym ślubie, ale zaraz po uciekła :( nie było jej kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, nie było jej kiedy urodziła się moja pierwsza córka… tamten czas był najgorszy z możliwych i te tłumaczenia, ze jestem dorosła to sobie poradzę…. nie poradziłam sobie… tak bardzo chciałam wesprzeć Tatę w tym bałaganie, ze sama sobie nie dałam z tym rady, zawaliłam studia, małżeństwo wisiało na włosku….3,5 roku temu przyszła do sklepu gdzie pracowałam, okazało się, że niedaleko mieszka. Naprawiłyśmy relacje, ale strach nadal mi towarzyszy. Była przy mnie, w czasie drugiej ciąży, szaleje za wnuczkami… miałam szczęście, że jakoś to odbudowałyśmy….

    • Cieszę się, że wszystko się u Ciebie poukładało. Szkoda, że tak późno, ale lepiej późno niż wcale. Powodzenia :)

  • Nie jestem z rozbitej rodziny, jestem szczęśliwą mężatką, nie planuję rozwodu. W najbliższym otoczeniu „mam” jeden rozwód, ale to z tych, które raczej uratowały zdrowie i życie dzieci i nie będę o tym pisać.
    Chciałam wyrazić tylko swoją opinię, subiektywne spostrzeżenie na małżeństwa. Często śluby biorą ludzie, którzy nie mają pojęcia w co się pakują, Myślą, że małżeństwo to to samo co narzeczeństwo, tylko że z papierkiem. Mylą miłość z zakochaniem. Oczekują wszystkiego na raz. Nie rozumiem tego. Nie potrafię pojąć. Mam kilkanaście znajomych czy koleżanek, młodych kobiet, które są rozwódkami z powodu „różnicy charakterów”. Znam jeden przypadek ponownego ślubu tych samych osób w sześć lat po rozwodzie. Może dojrzeli? Nie wiem. Wiem jedno – nad małżeństwem trzeba pracować. Nie ma pigułek, które dają zgodę w małżeństwie. Mężczyzna nie zmienia się z dnia na dzień zaraz po ślubie.
    I chociaż wiem, że są rozwody, których uniknąć się nie da, to zawsze każdego namawiam na zastanowienie się, pomoc specjalisty, rekolekcje… wszystkie opcje zanim podejmie się tę trudną decyzję.

    • Dokładnie tak. Nic nie przychodzi samo. Nawet najlepsze małżeństwa miewają złe chwile. W takich właśnie chwilach, trzeba się wysilić, dać coś z siebie, spróbować coś zmienić lub siebie. To trudne, dlatego wiele małżeństw wybiera to co łatwiejsze… chociaż czasem rozwód to nie najłatwiejsze, a najlepsze rozwiązanie, ale to wyjątkowe sytuacje.

  • Justyna Witkowska

    nie potrafię wyobrazić sobie, jak zachowałabym się w sytuacji rozwodu. tym bardziej, że czuwa nade mną ktoś na górze i mam cudowne przykłady w życiu codziennym małżeństw udanych, szczęśliwych, potrafiących się odnaleźć nawet po burzach.

    • Ja się niestety muszę uczyć na swoim przykładzie, ale jest dobrze ;)

  • Każde dziecko bardzo przeżywa rozwód rodziców. Rodzice powinni pamiętać o tym że rozwodzą się sami ze sobą, ale nie ze swoim dzieckiem. Największą szkodę wyrządzają walki o opiekę nad dzieckiem. Uważam że aby dziecko przeszło przez rozwód jak najmniej ?inwazyjnie?, rodzice powinni załatwić swoje sprawy z dala od niego. Niektórzy rozwodzący się rodzice walczą ze sobą, wykorzystując do tego dziecko, zamiast poszukać pomocy psychologa. Być może specjaliście uda się ocenić, z kim dziecku będzie lepiej.

  • klaudia

    Skąd ty bierzesz te koleżanki co? Zawsze jest jakiś wpływ na dziecko kiedy rodzice się rozwodza. Jedni się z tym nie kryją i maja.odwage mówić o tym a jedni poprostu tłumia w sobie jakby to było coś wstydliwego. Chyba ze… brak autorytetu i patrzenie z boku jak znęca się nad matka czy rodzeństwem. W tedy to nawet sama poczulabym ulgę. Jestem z drugiego małżeństwa mojej mamy. Wiem jaki wpływ miał rozwód na moich braci. Mimo że nie mówili o tym, widać było jak bardzo czekali na spotkania z ojcem i jego uwagę. Mimo że za każdym razem kiedy się na nim zawiedli, wciąż czekali.. aż przyszedł moment kiedy dojzeli i zrozumieli co tak naprawdę się stało. Nabrali dystansu, może szczyptę nienawiści. I kiedy to ojciec był w potrzebie, oni nie chcieli go widzieć. Dopiero po kilku rozmowach z matką, zmusili się by go odwiedzić w szpitalu. „Bo jaki by nie był, to zawsze bedxie wasz ojciec” -czy tak do końca? Jedyne słowa jakie mogą w jakiś sposób tłumaczyć te słowa bym mogła je zrozumieć jest cytat z bibli: „czcij ojca i matkę swa”.

    • Czy to była koleżanka.. hmm za dużo powiedziane.
      To czekanie jest najgorsze…